B-life Botanicals (malina, lawenda, eukaliptus)

B-life Botanicals to „wyśmienite, warzone napoje botaniczne dla dorosłych„. Dla dorosłych, choć alkoholu nie mają i z wyglądu nawet nie przypominają klasycznego piwa. I właśnie dlatego to kupiłam. Dałam się nabrać i byłam przekonana, że kupuje zwykły, najzwyklejszy w świecie napój, ale skoro już jest, no to nic nie stoi na przeszkodzie, by go zrecenzować. A nóż widelec okaże się sympatyczny.

 

Dostępność i cena

Rzadko chodzę do Carrefoura, ale gdy już chodzę, to wychodzę z niego z całą masą nowych produktów, których nigdzie indziej znaleźć się nie da. Tym razem było podobnie, także napój B-life Botanicals został przy okazji kupiony w Carrefourze. Występuje w trzech wersjach smakowych:

  • malina, eukaliptus i lawenda (mój wybór)
  • kwiat bzu, tymianek i cytryna
  • zielona herbata, jaśmin i bergamotka

Napoje dostępne są też w E.Leclercu (swoją drogą, ten sklep coraz bardziej mi się podoba).

 

Za puszkę 330 ml zapłaciłam 3,39 zł. Cena przeciętna, choć bliżej jej do wysokiej niż niskiej. Mniej więcej tyle kosztują zwykłe piwa owocowe bez alkoholu. Tutaj mamy jednak do czynienia z niby zdrowszym produktem. Niby, bo całkiem możliwe, że jednak chodzi wyłącznie o dobry marketing i podwyższenie sprzedaży.

 

Skład

Napój B-life Botanicals (malina, lawenda, eukaliptus) - skład

 

Napój B-life Botanicals na pewno jest zdrowszy od zwykłych piw bezalkoholowych, bo w przeciwieństwie do nich nie zawiera żadnych szczególnie niepokojących dodatków (stabilizatorów, aromatów itp.). Nie nazwałbym go jednak produktem zupełnie zdrowym. A tak reklamuje go sam producent. I to mnie wkurza.

 

Zacznijmy jednak od tej dobrej strony. Jakimś plusem może być  zawartość słodu jęczmiennego, który szczególnie dobrze sprawdza się u kobiet w okresie laktacji, ponieważ podwyższa produkcję mleka (a tak, chodzi o ten sam słód, który występuje w piwie). Innych jego pozytywnych właściwości się nie doszukałam. Zapewne wyciągi z kwiatu lawendy, chmielu i zielonego jęczmienia też mogłyby zadziałać korzystnie na organizm, tyle że sami pomyślcie, ile ich może się pomieścić w takiej małej puszeczce. Tym bardziej, że w składzie występują jako ostatnie. Także nic w tym napoju specjalnego nie ma.

 

B-life Botanicals zalet nie ma zbyt wiele, a za to ma jedną poważną wadę – CUKIER. Co prawda ostatnio sporo mówi się o tym, że nie jest on aż tak szkodliwy, jak to przyjęło się twierdzić, ale ja wciąż uważam, że powinniśmy go ograniczać, a zwłaszcza w gotowych produktach.  Przyjmujemy go na co dzień z owocami, nabiałem czy nawet pieczywem. Bez sensu nabijać kolejne dawki puszką takiego napoju. Już przyjemniej napić się wody i zagryźć małym batonikiem (wyjdzie na to samo, a smaczniej, bo w całej puszcze znalazły się ponad 3 łyżeczki cukru).

 

Na sam koniec jeszcze mały plusik za kalorie. Myślałam, że będzie ich więcej, a w całej puszcze znajduje się 78 kcal, więc bez problemu można wliczyć ją w bilans.

 

Smak

B-life Botanicals (malina, lawenda, eukaliptus) - wygląd napoju

 

Tuż po otwarciu napój B-life Botanicals spienił się jak zwykłe piwo. O dziwo chmiel wyczuwalny jest i w zapachu, i w smaku. Baardzo kojarzy mi się z mocno rozwodnionym Reddsem. Albo wiem! To smak wody gazowanej wymieszanej z minimalną ilością soku malinowego i jeszcze mniejszą ilością Reddsa. No bo niestety najmocniej czuć tu samą wodę. Taka ładna nazwa – B-life Botanicals – od razu skojarzyła mi się z naturą, a jej tu właśnie brak (chociaż woda to natura, więc może taki był zamysł…). Nie wyczuwam ani lawendy, ani tym bardziej eukaliptusa. Nie wiem jednak, jak nawet miałoby to smakować.

 

Plus taki, że napój jest lekko słodki, ale nie za słodki. Bardziej nawet kwaśny niż słodki, więc na upały spoko, bo orzeźwia. Oczywiście przed testem mocno go schłodziłam, więc podejrzewam, że „na ciepło” byłoby znacznie gorzej. Mogę to podsumować jednym zdaniem – woda gazowana z maliną i Reddsem. Piwa to w żadnym wypadku nie przypomina.

 

A czy sięgnęłabym po to raz jeszcze? Czy mam ochotę wypróbować inne smaki? Malina z lawendą i eukaliptusem okazała się połowicznie smaczna, więc bez sensu do niej wracać. Innych smaków też nie zamierzam testować. Zapewne będą podobne – wodniste i tyle. Nawet nie mam ochoty dopijać tej puszki, bo też za wodą z sokiem malinowym nigdy nie przepadałam. Zdecydowanie wolałabym się napić klasycznej Coli Zero. Albo samej wody.

 

*Jeszcze na sam koniec dostrzegłam jedną rzecz. Z piwem ten napój ma tyle wspólnego, że też się po nim odbija…

 

MOJA OCENA:

Średnia ocena dla średniego produktu. Ani nie mogę go jakoś specjalnie skrytykować, ani też nie mam go za co wyróżnić. Zwykły przeciętniak. Jeśli dostaniecie za darmo – próbujcie, ale ja do kupowania nie zachęcam.

4 myśli na temat “B-life Botanicals (malina, lawenda, eukaliptus)

Dodaj komentarz