Baton SZTANGA (proteinowy)

Baton SZTANGA (proteinowy), Zmiany Zmiany

Kolejny test i… kolejny baton. No ale Sztangi marki Zmiany Zmiany (swoją drogą bardzo fajna nazwa) to po prostu nie mogłam sobie odmówić. Idealnie pasuje ona do koncepcji bloga, a jeszcze lepiej do samego nagłówka (popatrzcie tylko na tego pakera). A przy tym nie jest wcale takim zwykłym słodyczem proteinowym, bo z tyłu opakowania widnieje informacja, że baton Sztanga to baton bakaliowy z białkiem z ryżu brązowego. Czegoś takiego jeszcze nie jadłam.

 

Dostępność i cena

Gdzie można kupić batona Sztangę? Stacjonarnie chyba tylko w Rossmannie. I to niestety nie każdym… Radziłabym go szukać raczej w tych większych i lepiej zaopatrzonych drogeriach, bo sama znalazłam go dopiero przy trzeciej próbie – jeśli jesteście z Wrocławia, to chodzi mi o Rossmanna w Arkadach.

 

Ostatnio jakoś udawało mi się zachowywać paragony z produktami do testów, ale żeby nie było tak pięknie, tym razem kwitek z zakupów trafił przedwcześnie do kosza. Ale cenę znam. Baton Sztanga kosztuje w Rossmannie 7,99 zł. Wydaje mi się jednak, że akurat znalazłam go na promocji i wtedy jego cena wynosiła 5,99 zł. Bo niestety te osiem złotych to trochę dużo, mimo iż baton do najmniejszych nie należy i jadałam już droższe egzemplarze od niego.

 

Skład

Baton SZTANGA (proteinowy) - skład i tabela wartości odżywczych

 

O swoim produkcie producent pisze tak:

 

Prosty skład, zapas energii i białka (22%), 100% naturalnych składników, bezglutenowy, roślinny, nie znajdziecie tu konserwantów, dodanego cukru, ani żadnych zbędnych wypełniaczy. 

 

No i wszystko się zgadza. To chyba pierwszy w historii bloga baton proteinowy o tak krótkim składzie. I krótkim, i zresztą dobrym, bo zawiera on zaledwie 3(!) składniki. Na pierwszym miejscu daktyle, potem orzechy ziemne, a na samym końcu białko ryżu brązowego, czyli w tym przypadku główne źródło protein. Ostatni składnik jest najbardziej intrygujący. To białko wegańskie, dzięki któremu Sztanga stała się produktem odpowiednim dla wegan. Białko z ryżu brązowego jest też jedną z lepszych odżywek białkowych tego rodzaju, ponieważ charakteryzuje się całkiem niezłym profilem aminokwasowym, mocno zbliżonym do tego występującego w tradycyjnej serwatce (dzięki niemu białko jest lepiej przyswajalne i wykorzystywane przez organizm).

 

Wartości odżywcze

Sztanga bije rekordy. Oprócz tego, że ma najkrótszy skład spośród wszystkich przetestowanych przeze mnie batonów proteinowych, to jeszcze do tego jest najcięższa. Waży całe 70 g, a dostarcza 266 kcal. Kalorii ciut więcej niż w przeciętnym batonie, ale wynika to głównie z wyższej wagi. Taką Sztangą przynajmniej jestem w stanie się najeść. Jak dla mnie spoko opcja.

 

Coś za długo było pięknie, bo makro już nie zachwyca. W całej Sztandze mamy 15,5 g białka, czyli niby taki standard, ale już w przełożeniu na 100 g nie wygląda to tak dobrze, bo wychodzi zaledwie 22,1 g białka na 100 g produktu (niecała 1/4). Węglowodany występują natomiast w dwukrotnie większej dawce. Co gorsza – to głównie sam cukier. W batonie mamy go aż 24,6 g, czyli ok. 5 łyżeczek. Niby lepiej, że pochodzi on z daktyli, ale znacie moje zdanie na ten temat – cukier zawsze pozostanie cukrem, a ludzki organizm nie ma na tyle magicznych zdolności, by wykryć, czy pochłonięto go ze Sztangą czy ze Snickersem.

 

Smak

Baton SZTANGA (proteinowy) - wygląd batonika

 

Zapach Sztangi od początku mi się z czymś skojarzył, a po pierwszym gryzie wiedziałam już, co to takiego – oczywiście uwielbiane przeze mnie w dzieciństwie cukierki Irysy. Smak niemalże taki sam. Może tylko ciut delikatniejszy. Naprawdę mocno słodki, ale dla mnie idealny, zwłaszcza, że akurat jadłam go w momencie, gdy przymierałam głodem i potrzebowałam na szybko dużej dawki cukru. Konsystencją Sztanga przypomina natomiast twardsze ciastko. W środku występują drobne kawałki różnych orzeszków, które nie są jakoś mocno wyczuwalne, ale cały czas ożywiają i urozmaicają masę. No naprawdę mi to posmakowało. Duży plus również za niewyczuwalne daktyle, za którymi nie przepadam. Taki ciastkowaty, zdrowy baton. Bardzo, bardzo fajny.

 

Sztanga ma w sumie tylko jedną wadę, której początkowo nie dostrzegałam, ale zwrócił na nią uwagę mój chłopak. Pozostawia lekko dziwny posmak w ustach. Na początku go nie zauważyłam, jednak po paru gryzach zaczął być wyczuwalny. Mimo wszystko da się go jednak przeżyć, bo nie jest specjalnie intensywny.

 

Dla mnie smak Petardy jest zupełnie inny od wszystkich. To coś, co batona proteinowego zupełnie nie przypomina, a mimo tego nim jest. Smakuje bardziej jak zdrowe, daktylowe, bardzo słodkie ciastko, które można serwować po obiedzie razem z kawą, a jednak udało się w nim przemycić większą ilość białka. Naprawdę warto wypróbować! Zwłaszcza, jeśli za „klasycznymi” proteinowcami nie przepadacie.

 

MOJA OCENA:

Baton Sztanga otrzymuje 4 i pół bicepsa za bycie prawdziwym oryginałem wśród proteinowych wyrobów. Niby ma kilka wad (wysoką cenę, dziwny posmak i dużą ilość cukru), ale w zamian oferuje bardzo ciekawy smak (a dla mnie to jednak najważniejsze). Udowodnił, że batony proteinowe nie muszą smakować podobnie. Inni producenci powinni się od niego uczyć.

2 myśli na temat “Baton SZTANGA (proteinowy), Zmiany Zmiany

    1. W promocji cena aż taka zła nie jest, więc myślę, że mogłabyś ten raz zaszaleć 😀 Ciekawa jestem strasznie, jakbyś go oceniła, skoro za proteinowymi batonami zwykle nie przepadasz. Kupuj i rób recenzję!

Dodaj komentarz