Batony Legal Cakes (L'Oreo i Simba)
Batony,  Testy

Batony Legal Cakes (L’Oreo i Simba)

Legal Cakes to marka, która zrodziła się z połączenia potrzeby zdrowego, optymalnego odżywiania oraz pasji do pieczenia.

 

Firma produkuje różnego rodzaju fit słodycze bez cukru, ale też swego czasu prowadziła zdrowe kawiarnie w Warszawie, choć już nie prowadzi, bo zostały zamknięte, więc nawet nie macie co ich szukać. Czyli Legal Cakes to takie legalne słodycze, które można jeść bez obaw o utratę zdrowia czy sylwetki. Są to słodycze o dobrym składzie i dobrym makro, a przynajmniej takie mają być z założenia. Nic tylko wrzucać je do torby razem ze SPRAWDZONĄ PRZEDTRENINGÓWKĄ i lecieć na siłkę!

W ofercie występują:

 

  • batony
  • czekolady
  • witaminowe lizaki
  • boxy (taki pomysł na 'fit prezent’)

 

Batonów w ofercie jest najwięcej i jako że to z nich słynie marka, to od nich postanowiłam rozpocząć przygodę z legalnymi słodyczami. Wzięłam dwa smaki: L’Oreo i Simbę. Wszystkie pozostałe przejrzycie sobie TUTAJ.

 

Dostępność i cena

Pewnym minusem może być ograniczona dostępność, bo jednak słodyczy Legal Cakes w takich zwykłych marketach czy dyskontach raczej nie uświadczycie. Są dostępne na stacjach Orlen, w Carrefourach (ale tylko w Warszawie), no i w wybranych obiektach sportowych/klubach fitness/na siłowniach. Listę wszystkich punktów znajdziecie TUTAJ. Zawsze można też zamówić je online bezpośrednio w sklepie producenta.

 

Masa netto: 90 g. Cena: 9,99 zł. Za oba batony zapłaciłam tyle samo, a kupowałam je na Orlenie we Wrocławiu, tak więc trochę na pewno przepłaciłam (ah te marże stacji benzynowych). Normalnie kosztują około ośmiu złotych. To też niby dużo, ale z drugiej strony batony są naprawdę duże, objętościowe i treściwe, więc w rzeczywistości każdy z nich to taki podwójny normalny baton.

 

Skład

Batony Legal Cakes (L'Oreo i Simba) - skład produktów

 

Oba batony są bezglutenowe, a Simba na dodatek jest wegańska (tak jak Yogi, Pacman, Sneaky i Big Bunny). Nie rozumiem tylko, dlaczego producent nazwał je na swojej stronie „batonami proteinowymi”. Powstał nam mały dysonans. Niby w składach pojawia się odżywka białkowa, ale nijak nie przekłada się to na wartości odżywcze. Do makro przejdziemy jednak później.

 

Patrząc na poszczególne składniki występujące w batonach, to wszystkie z nich są OK i zdziwiłabym się, gdyby było inaczej, bo jednak marka, która sama mówi o sobie jako o producencie tworzącym legalne fit słodycze, musi dbać o składy. Mimo wszystko akurat Simba nie do końca mi się podoba. Kupowałam te batony bez sprawdzania opakowań, ale teraz, gdybym miała wybrać jednego z nich na podstawie samego składu, na pewno wzięłabym L’Oreo. Nie muszę nawet patrzeć na makro. Oba batony niby nie zawierają cukru, ale jednak w rzeczywistości w Simbie pojawia się on na pierwszy miejscu w składzie, tyle że chowa się pod daktylami.

Nie chcę tu powiedzieć, że daktyle są złe. Mimo wszystko to lepszy wybór od „zwykłego” cukru, bo w przeciwieństwie do niego zawierają one pewne korzystne składniki odżywcze, takie jak witamina B6, magnez, żelazo, potas czy błonnik. Ale jednak cukier to cukier, a daktyle składają się z niego w aż 63%. Właśnie dlatego często z pewnym dystansem podchodzę to tych wszystkich wegańskich słodyczy, zwłaszcza domowych – zjedzenie takiego jednego batona w ciągu dnia nie będzie niczym złym, ale spożywanie podobnych produktów w ramach wszystkich posiłków w ciągu dnia to już idealny sposób na zaburzenie gospodarki węglowodanowej i proszenie się o kłopoty zdrowotne.

 

Generalnie w obu batonach mamy jednak różne odżywcze składniki. W Simbie chociażby te daktyle (pomijając ich ilość), kaszę jaglaną i gorzką czekoladę, a w L’Oreo – mąkę migdałową, płatki jaglane, kakao i siemię lniane.

 

Wartości odżywcze

 

Wartość odżywcza w 1 porcji (90 g)L'OreoSimba
wartość energetyczna [kcal]371388,1
tłuszcz [g]25,020,0
- w tym kwasy tłuszczowe nascyone [g]17,03,2
węglowodany [g]25,039,7
- w tym cukry [g]6,328,2
białko [g]11,414,4
sól [g]0,30,2

 

No i nie do końca miałam rację. Tak naprawdę obie wersje batonów mają swoje plusy i minusy. Jak na taką gramaturę L’Oreo ma stosunkowo niewiele kalorii, mało cukru (niewiele ponad łyżeczka) i przy tym całkiem dobry rozkład makroskładników, choć samego białka w nim niewiele, ale na nic innego nie liczyłam. Poważnym minusem jest w nim jednak wysoka zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych. Całe 17 g to dużo, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że według WHO nasycone kwasy powinny stanowić max. 10% wartości całej diety. W przypadku diety składającej się z 2000 kcal na tłuszcze nasycone można przeznaczyć 200 kcal. 1 g tłuszczu = 9 kcal, czyli 17 g tłuszczu nasyconego z L’Oreo = 153 kcal. Do wykorzystania pozostaje już zaledwie 47 kcal, które bardzo łatwo można nabić jakimś żółtym serkiem i masełkiem. A w przypadku diet o niższej kaloryczności to wszystko wyglądałoby jeszcze gorzej.

 

Drugi smak też nie jest bez skazy. Simba ma nieco więcej białka i prawie wcale nie zawiera nasyconych kwasów tłuszczowych, więc to dobrze, ale za to niemalże w 1/3 składa się z samego cukru, czego się spodziewałam. Jestem jednak wyrozumiała i pojmuję, że bardzo trudno stworzyć fit słodycze, w których wszystko byłoby idealne – skład, smak i makro. A mimo wszystko jest dobrze. Okazjonalne wplatanie batonów Legal Cakes do jadłospisu będzie dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli zastąpimy nimi tradycyjne ciasta albo słodycze.

 

Smak

Batony Legal Cakes L'Oreo i Simba

 

L’OREO

Ekstra. Naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Z zewnątrz dwie warstwy miękkiego czekoladowego ciasteczka, a w środku treściwy krem o delikatnym kokosowym posmaku. Nie mam pojęcia czemu, ale mi to przypomina domowego słodkiego makowca. Nie porównam wam go jednak do klasycznych ciastek Oreo, bo chyba nawet nigdy ich nie jadłam albo tego nie pamiętam. L’Oreo samym smakiem zasłużyłby na pięć i pół bicepsów. W żadnym wypadku nie jest to jednak baton. Dla mnie to po prostu pyszne ciasto w nietypowej formie.

 

SIMBA

Simba jest jeszcze lepsza! Ja nazwałabym ten smak Snickersem, może nawet tym crunchy (kto pamięta?), chociaż wiadomo – nie dokładnie, ale pewne podobieństwa są. Simba jest słodsza od L’Oreo, oczywiście przez dodatek daktyli, i pewnie dlatego jest też lepsza. Ja wiem, że nie każdy przepada za ekspandowanymi ziarnami, ale dla mnie to właśnie ekspandowana kasza jaglana wypada tu przegenialnie. Środek przyjemnie pochrupuje, odczuwam w nim nawet posmak masła orzechowego, a cieniutka warstwa gorzkiej czekolady na górze świetnie to wszystko równoważy. Gdybym mogła i gdyby nie ten cukier, to chyba jadłabym codziennie. Kapitalny smak.

 

L’OREO:

Pół bicepsa odejmuję za wysoką zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych, a pół za sam smak. Jeżeli jednak lubicie Oreo (albo makowce!), ta wersja powinna wam się spodobać.

SIMBA:

Obiektywnie powinnam wystawić niższą ocenę, bo jednak trochę zjechałam Simbę za ten duuuuży dodatek daktyli i sam cukier, ale jednak muszę ją jakoś wyróżnić z uwagi na genialny smak, idealnie trafiający w moje kubki smakowe. A skoro L’Oreo ma piątkę, to Simba musi być wyżej. No cóż. Tak jak i każdy, bywam nieobiektywna.

 

Jestem Ola, mam 25 lat i lubię jeść, ćwiczyć i pisać. Stąd pomysł na bloga. Połączenie różnych pasji dające w efekcie przede wszystkim recenzje "fit" i mniej "fit" produktów.

4 komentarze

  • kh

    Przede wszystkim: bardzo lubię ten blog 🙂 Jest taki normalny, bez silenia się na zbędną elokwencję ( w końcu nie opisujesz dzieł sztuki ani nie przedstawiasz prawd objawionych 😀 ). Z batonó LC jadłam tylko 1: brownie, z uwagi na dietę niskotłuszczową, któą mam zaleconą od prawie 15lat. Niemniej Brownie wymiata, jest na prawdę jak rasowe brownie, nie czuć w nim fasoli na bazie której powstaje..gęste wilgotne prze-pysz-ne ciasto! Mam nadzieję, że też będzie recenzja 🙂 Z chęcią spróbowałabym wersji Koko, ale niestety ilość tłuszczu przygiotłaby mi flaki, a strach przed bólem skutecznie tę chęć hamuje:/ Może kiedyś…Daj znac, czy brownie pokaze się na blogu! Pozdawiam 🙂

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *