Suszona wołowina Beef Jerky BIO (sweet chili)

Jaka jest ulubiona żywność wszystkich mocarzy walczących na siłowni z ciężkim żelastwem? Oczywiście mięsko – źródło pełnowartościowego i najszybciej przyswajalnego białka. Ale gdy na usmażenie kury czasu brak albo jesteśmy na mieście i nie chcemy stołować się w knajpach, pozostaje ratować się gotowcami – chociażby suszoną wołowiną. Słyszałam o niej wiele dobrego, więc będąc w Lidlu po dostrzeżeniu na półce aż trzech wersji tego produktu, nawet jego wysoka cena nie była w stanie odciągnąć mnie od zakupu. A jako że uważam, iż na ostro wszystko smakuje lepiej, padło na Beef Jerky BIO o smaku sweet chili.

 

Dostępność i cena

Beef Jerky BIO produkowana jest przez niemiecką markę i na ten moment stacjonarnie dostaniecie ją wyłącznie w Lidlu (zamówicie ją też w kilku zagranicznych sklepach internetowych, ale oczywiście słono przepłacicie). Produkt występuje w trzech wersjach: klasycznej, z pieprzem i słodkim chili. Tak jak mówiłam, z racji mojego zamiłowania do ostrych przypraw (i słodyczy!) wybrałam opcję trzecią.

 

Koszt to 5,99 zł. Szczerze mówiąc, myślałam, że za tę kwotę otrzymam coś większego, bo cała paczka waży zaledwie 32,5 g. Cena nie zachwyca, ale za wysoką uznają ją tylko tacy ignoranci jak ja, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z podobnymi produktami (ale się wypowiedzą!). Po krótkim researchu odkryłam bowiem, że Beef Jerky z Lidla jest jedną z najtańszych suszonych wołowin na rynku. A do tego to wołowina BIO. Teoretycznie więc powinna być droższa.

 

Skład

 

No to co my tu mamy? Na pierwszym miejscu – mięso wołowe, czyli tak jak być powinno. Później sól, a następnie cukier, którym totalnie bym się nie przejmowała, bo w całym opakowaniu jest go 0,7 g (mniej niż 1/5 łyżeczki). Tak naprawdę jedyny szkodliwy składnik to konserwant – azotyn sodu. Podejrzewam jednak, że w przypadku tak niskiej gramatury producent nie musiał go dodawać w jakichś zabójczych ilościach. Skład jest więc jak najbardziej w porządku.

 

Gdy przypomnę sobie, ile zapłaciłam za paczkę, trochę boli mnie kaloryczność całego opakowania. To zaledwie 75 kcal! Mniej aniżeli w połowie piersi z kurczaka czy jednym jajku. Po suszoną wołowinę nie sięgamy jednak dla zaspokojenia głodu, ale dla smaku albo w celu uzupełnienia białka w diecie. A z tą drugą kwestią Beef Jerky BIO radzi sobie znakomicie! W prawie 50% składa się z samego białka (15 g). Węglowodanów i tłuszczów nie ma prawie wcale.

 

Smak

 

 

No cóż. Nie wygląda to zbyt apetycznie. Przypomina, ekhm, żarcie dla psów – wiecie, te podłużne mięsne przysmaki, tyle że pocięte na mniejsze kawałeczki. Tuż po otwarciu opakowania od razu uderza mnie niezbyt przyjemny zapach. Coś à la aromat kabanosów delikatnie podjeżdżających… stęchlizną, które termin przydatności do spożycia już dawno mają za sobą. Zapowiada się naprawdę fantastycznie!

 

Wołowina Beef Jerky ma dziwną strukturę. Jest gumowata, wręcz żylasta i trzeba nieźle się namęczyć, żeby odgryźć kawałek, przeżuć go i połknąć. Wiem, że suszone mięso takie zwykle jest, ale spodziewałam się czegoś… no trochę innego. Myślałam, że kawałki będą cieńsze, a są niestety dość grube i, choć dzięki temu smak powinien być intensywniejszy, nie uznałabym tego za plus. Bo smak jest kiepski. Niespecjalnie wyczuwam tu samo mięso, wołowina zostaje przykryta dodatkami, które też nie poprawiają sytuacji. Czy to jest chilii? I do tego słodkie chilli? No nie wiem – ani to słodkie, ani to ostre. Beef Jerky BIO delikatnie szczypie w język, ale w smaku przypomina raczej zwykły pieprz. Tak jakby ktoś wyciągnął z kabanosów samą otoczkę, spłaszczył ją i posypał pieprzem. Może i ciekawe, ale na pewno nie smaczne.

 

Nie jestem wielką fanką mięsa, ale dobrą wołowinę lubię i oczekiwałam, że jej smak będzie tutaj dominować. Tak niestety nie jest i powiem wam szczerze, że produkt Beef Jerky z Lidla, przez swoją dziwną strukturę, zapach i wygląd, totalnie mi ją obrzydził. Zjadłam może z pięć kawałeczków i mam dość. Resztę pozostawiam chłopakowi – może on okaże się większym koneserem suszonego mięsa.

 

 

MOJA OCENA:

Jak na tak kiepskie doznania smakowe ocena i tak zła nie jest. Suszona wołowina zawdzięcza ją jednak wyłącznie swojemu składowi. Jej smak kompletnie mi nie podszedł, ale wiem, że niektórzy będą się nim zachwycać. Jeśli tylko chcecie – próbujcie i koniecznie napiszcie o swoich odczuciach.

 

8 myśli na temat “Suszona wołowina Beef Jerky BIO (sweet chili)

Dodaj komentarz