Olimp białko słony karmel

Białko Olimp Whey Protein Complex (słony karmel)

Póki co mam tu na blogu tylko dwie recenzje odżywek białkowych, a to bardzo niefajnie, bo białko jest akurat jednym z najbardziej uniwersalnych i potrzebnych produktów w tym jedzeniowym świecie „fit”. Były już bardzo kiepskie białko WK i bardzo dobre (ocenione na 6) białko Olimp. Dziś znowu Olimp, ale oczywiście inny smak. Czy białko słony karmel dorówna temu waniliowemu?

 

Dostępność i cena

Lubię białka Olimp, bo są one jednymi z nielicznych, które występują stacjonarnie w kilku sklepach (i to tych, do których mam akurat najbliżej, także za to lubię je jeszcze bardziej). Ogólnie można je dostać m.in. w Carrefourze, Kauflandzie, Auchanie i sklepie sportowym GO Sport, chociaż nie wiem, jak to wygląda ze słonym karmelem, który już dawno temu kupiłam w Auchanie. Na pewno jednak bez problemu zamówicie je przez Internet. Chociażby w sklepie Guiltfree.

 

Białka Olimp można dostać w paczkach o różnych gramaturach, ale najciekawsze są właśnie saszetki. Pojedyncza waży 35 g i zawiera jednorazową porcję produktu, także super, bo zawsze można zabrać ją na wyjazd czy bezpośrednio na siłownię (gdy już będziemy mogli na nią chodzić…). Cena? W Auchanie zapłaciłam za nią 5,48 zł. Na pewno nie jest to nic opłacalnego, bo w przeliczeniu taka saszetka wypada prawie dwukrotnie drożej od białka Olimp o wadze 700 g. Można się było tego spodziewać. Wygoda zawsze ma swoją cenę i zawsze bardziej opłaca się kupować białka o wyższej gramaturze.

 

Skład

Olimp białko słony karmel - skład i tabela wartości odżywczych

Białko słony karmel WPC to Whey Protein Complex (nie mylić z Whey Protein Concentrate). A „complex” dlatego, gdyż jest to mieszanka koncentratu i izolatu białka serwatkowego – dzięki temu odżywka staje się jeszcze bardziej uniwersalna i może być spożywana o dowolnej porze, gwarantując optymalną przyswajalność. Sam skład dość długi, wypełniony sporą ilością różnych substancji. Pamiętajcie jednak, że to, że substancja została wyprodukowana w sposób sztuczny, nie musi jej od razu dyskwalifikować (a z kolei produkty pochodzenia naturalnego także mogą szkodzić).

 

√ Olej MCT:

 

Jak zawsze omówię tylko to, co może wzbudzać jakieś wątpliwości. Na początek – olej MCT, czyli średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Świetny produkt, który bardzo szybko przenika przez przewód pokarmowy i trafia bezpośrednio z jelit do wątroby, gdzie od razu jest przetwarzany w energię (w przeciwieństwie do innych trójglicerydów, które muszą pokonać znacznie dłuższą drogę) – to po prostu efektywne źródło paliwa dla organizmu. Tym samym olej MCT podwyższa produkcję ciał ketonowych (alternatywne dla glukozy źródło energii) i właśnie z tego względu najczęściej jest wykorzystywany w diecie ketogenicznej, w której materiał energetyczny pozyskuje się z tłuszczu.

 

Dalej mamy trzy regulatory kwasowości, które uznaje się za nieszkodliwe, a zaraz po nich również trzy substancje zagęszczające: guma arabska, guma ksantanowa i sól sodowa karboksymetylocelulozy. A czy one są ok?

 

√ Substancje zagęszczające:

 

Guma arabska to guma roślinna pozyskiwana z różnych odmian akacji. W pewnym stopniu jest nawet dobra dla zdrowia, ponieważ to taki naturalny prebiotyk, który usprawnia florę bakteryjną. Przeprowadzone nad nią badania wykazały, że przyjmowana nawet w dużych dawkach nie staje się groźna dla zdrowia, choć u niektórych osób może wywoływać drobne objawy niepożądane: m.in. wzdęcia, biegunki i inne problemy gastryczne.

 

Guma ksantanowa i sól sodowa karboksymetylocelulozy działają bardzo podobnie, bo wszystkie te trzy substancje są swego rodzaju odmianą błonnika. Z tego powodu u niektórych osób rzeczywiście mogą doprowadzić do różnych problemów trawiennych, ale taki sam efekt wywołałoby nadmierne spożycie błonnika pochodzącego ze „zwykłej” żywności. Spróbujcie zjeść kilogram suszonych śliwek i czuć się dobrze 🙂

 

√ Substancje słodzące:

 

Na sam koniec zostały trzy substancje słodzące. O acesulfamie pisałam nawet ostatnio. Póki co nie stwierdzono jednoznacznie, czy jest on szkodliwy czy nie, ale większość badań przemawia jednak za jego nieszkodliwością.

 

Sukraloza jest z kolei sporą zagadką dla mnie samej. Jeszcze do niedawna uznawana przez środowisko medyczne za nieszkodliwą, dziś stała się substancją kontrowersyjną, gdyż wysunięto przypuszczenie, iż ludzki organizm może metabolizować ją w inny sposób, niż to sądzono dotychczas. Najprawdopodobniej jednak jej szkodliwość bierze się z dawki. Jeżeli więc nie będzie się z nią przesadzać, wszystko powinno być ok.

 

Z cyklaminianami jest podobny problem. W latach 60. badania przeprowadzone na szczurach dowiodły, że spożywane w dużych dawkach mogą powodować nowotwory pęcherza oraz obniżać płodność – wielu przeciwników sztucznych słodzików wciąż lubi o tym przypominać. Ale! Późniejsze testy wykonywane na ludziach nie wykazały podobnej zależności. Ludzki układ metaboliczny wyraźnie różni się od tego szczurzego, dlatego inaczej reagujemy na te same substancje.

 

Wartości odżywcze

Nie będę Was już męczyć tym składem. Uważam, że jest jak najbardziej OK, o ile nie jemy takiej odżywki na kilogramy i traktujemy ją jak dodatek do diety, a nie całkowite zastępstwo dla normalnych posiłków. Koniec. Skład jest typowy jak na odżywkę białkową i tak samo wygląda to z wartościami odżywczymi (możecie je sprawdzić na zdjęciu). 75% białka i minimalna ilość węglowodanów oraz tłuszczu. Taki standard. Jeżeli jednak zależy Wam na wyższej zawartości protein, musicie celować w izolaty, które mają niestety tę wadę, że są na ogół znacznie droższe. Warto, nie warto? Moim zdaniem nie warto.

 

Smak

Olimp białko słony karmel i hantle

 

Taka mała saszetka to jedna porcja białka. Miałam więc tylko jedną szansę na przetestowanie smaku, bo nie pomyślałam i nie wpadłam na pomysł, żeby kupić przynajmniej dwie sztuki produktu… No trudno. Zdecydowałam się na rozpuszczenie białka w wodzie – bo tak zaleca producent, ale też dlatego, że dla białka jest to największe wyzwanie. Większość odżywek z mlekiem smakuje w miarę dobrze. Problem pojawia się wtedy, gdy wymiesza się je z wodą.

 

Pachnie fajnie, ale nie wiem czemu, bardziej czuję tu słodkie draże niżeli słony karmel. No nic. Już po wymieszaniu z wodą (150 ml – jak zaleca producent), zapach się zmienił, choć karmelu wciąż tu nie ma, bo pachnie prawie tak samo jak poprzednia odżywka Olimp, tyle że o smaku waniliowym. No nic. Rozpuszczalność – jak to już bywa z Olimpem – bardzo dobra. Białko słony karmel bez problemu wymieszało się z samą wodą i to bez shakera, którego aktualnie nie posiadam. No ale czas na najważniejsze. Jak wypada smak? Moje uczucia są tutaj bardzo mieszane.

 

Smak mnie ewidentnie zaskoczył. Nie tego spodziewałam się po zapachu. Od razu uderzyła mnie olbrzymia moc baaaaaaardzo słodkiego i bardzo słonego karmelu. Niby dobrze, a jednak niedobrze. Dla mnie jest to po prostu aż zbyt intensywne i niestety musiałam się zmuszać, żeby dopić do końca (a przypominam, że odżywkę zalałam wodą, także z mlekiem mogłoby być jeszcze słodziej). Myślę, że ten rodzaj odżywki idealnie sprawdzi się w wypiekach/omletach/owsiankach, ale solo niestety nie daje rady. Mdło i okrutnie słodko. No ta słodycz jest nie do przejścia. Wolę wanilię. Ale być może kupię sobie opakowanie takiej, żeby właśnie trochę z nią pokombinować i pododawać ją do różnych potraw.

 

PS – mój chłopak stwierdził, że smakuje jak ohydna karmelowa kawa z całą tablicą Mendelejewa…

 

MOJA OCENA:

bicepsbicepsbicepsbiceps

Wanilia dostała szósteczkę, białko słony karmel niestety tylko czwórkę. Już nic więcej nie mówię, bo i tak strasznie się rozpisałam. Jeśli doczytaliście do końca – BRAWO.

Dodaj komentarz