Czekolada EKWADOR 70% (z chrupiącymi kawałkami karmelu)

Lubię gorzkie czekolady. Wiem, że dla niektórych to profanacja klasycznej mleczno-cukrowej tabliczki, ale ja po prostu je lubię. Zwłaszcza, gdy zawierają jakiś ciekawy dodatek, a gdy tym dodatkiem jest karmel – przepadam totalnie. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby był to słony karmel, ale nie będę aż tak drobiazgowa. Czekolada EKWADOR 70% z chrupiącymi kawałkami karmelu też mnie satysfakcjonuje. Przynajmniej na razie.

 

 

Dostępność i cena

Zwykle chodziłam na zakupy do Biedronki (bo najbliżej!), ale by blog nie był aż tak monotematyczny, ostatnio przynajmniej raz w tygodniu staram się odwiedzić jakiś inny sklepik. Tym razem padło na Lidla. Udałam się z zamiarem zakupu przedtreningowego szota, ale jako że szota nie było, a ja nie mogłam, no po prostu nie mogłam wyjść z pustymi rękami, na szybko znalazłam czekoladę Ekwador 70% z chrupiącymi kawałkami karmelu. Przynajmniej tak osłodzę sobie gorycz niespełnionego planu.

 

Czekolada Ekwador kosztowała mnie 4,99 zł. O dziwo kwotę zdążyłam sobie zanotować (na wypadek kolejnego zgubienia paragonu), ale nie jestem pewna, czy kupowałam ją na promocji czy nie. Tak czy owak, kwota i tak jest całkiem przystępna. Zwłaszcza, że czekolada ma niestandardową gramaturę – waży 125 g, jest o 25 g cięższa od klasycznych tabliczek.

 

 

Skład

 

Przywykłam już do tego, że czekolady (nawet te gorzkie) rzadko kiedy (prawie nigdy) chwalą się idealnym składem. Zawsze mają za dużo substancji słodzących. A ta czekolada nie jest niestety wyjątkiem. Uzupełniono ją i cukrem, i syropem glukozowym. Ostatecznie daje nam to piękny wynik 34,2 g cukru / 100 g produktu, czyli na całą tabliczkę przypada ok. 8 jego łyżeczek. Niby masakra, ale tak na pociechę to zawsze mogło być gorzej, bo właśnie sobie przypomniałam, że w czekoladzie Lindt z solą morską (którą oceniłam zresztą na 4 bicepsy) tego cukru było prawie 50 g / 100 g produktu. Reszta substancji – do akceptacji.

 

Niezależnie od tego, czy czekolada jest mleczna, gorzka czy jeszcze jakaś inna, prawie zawsze ma ok. 500 kcal / 100 g. W tym przypadku jest dokładnie tak samo, ale! Uwaga! Różnicę robi niestandardowy rozmiar kostek. Są bardzo duże, przez co taka pojedyncza cząstka ma aż 67 kcal.

 

Smak

 

Czekolada Ekwador jest… twarda. A cóż w tym dziwnego? Ano to, że ona jest wręcz niepokojąco twarda. Tak twarda i gruba, że aż prosi się o rozmiękczenie w gorącej kawie lub herbacie. Dla zachowania wiarygodności testu póki co pozostawię ją w spokoju, a gdy nikt nie będzie już patrzeć, od razu polecę nastawiać wodę. Teraz mam tylko nadzieję, że moje zęby jakoś to przetrwają.

 

Twardość wyczuwalna, ale niespecjalnie mi to przeszkadza. Bo czekolada sama w sobie jest naprawdę przepyszna! To idealne zestawienie gorzkości i słodyczy. Na samym początku czuć samą goryczkę, ale już po chwili cukier i syrop glukozowy dochodzą do głosu. Tak sprytnie bawią się smakiem tabliczki, że przez chwilę mam wręcz wrażenie, że ona jest mleczna! Ale nie dajcie się zwieść pozorom. Gorzkość jest, także jej przeciwnicy zachwyceni nie będą.

Teraz gwóźdź programu – chrupiące kawałeczki karmelu. Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Na pewno większego i mimo wszystko bardziej miękkiego, podczas gdy kawałeczki są maciupkie, porozmieszczane po całej powierzchni tabliczki i bardzo, ale to bardzo twarde – jeszcze twardsze od czekolady (a nie było o to łatwo). Bardzo mocno kojarzą mi się z kawałeczkami czegoś toffi występującymi w czekoladzie Milki o smaku Daim. Może nie są jakoś specjalnie karmelowe, czuć też wyraźnie, że są sztuczne, ale nie wiedzieć czemu, odpowiadają mi w stu procentach. To one robią całą robotę. Czekolada nabiera wyrazistości i unikalności – nie da się jej podrobić. A ja jak zwykle nie potrafię się opanować i już prawie ją kończę…

 

 

MOJA OCENA:

Było pysznie, ale jednak zawsze mogło być lepiej. Smak bardzo dobry – ale nie powala na kolana. Skład w porządku – ale za dużo w nim cukru. Myślę jednak, że zdarzy mi się jeszcze po nią sięgnąć, bo coś takiego w niej jest, że wciąga i nawet teraz mam ochotę udać się po kolejną tabliczkę do Lidla. Ale to może w sobotę…

 

6 myśli na temat “Czekolada EKWADOR 70% (z chrupiącymi kawałkami karmelu)

  1. Produkt zupełnie nie dla mnie – wole mleczną czekoladę i miękkie nadzienie zamiast takich twardych kawalkow karmelu. Ta ich sztuczność niezbyt mnie zacheca 🙂 chlubą juz bym wolala Milke Daim bo ona przynajmniej ma mleczną czekolade xD a już na pewno wolalabym coś w stylu Milki Oreo albo Caramel – zeby nadzienie było mięciutkie, o tak <3

    1. No to definitywnie nie dla Ciebie – bo tu twarda jest i czekolada, i kawałki karmelu. Czyli że żadnych gorzkich czekolad nie lubisz? Nawet tych półgorzkich (40-50% kakao), z dodatkami czy cuś? 😀

      1. Nie to że nie lubie, po prostu wolę mleczną 🙂 gorzka tez zjem, nawt 90%,ale raczej bez przyjemności. Wyjątek stanowi gorzka czekolada na chlebku marcepanowym – tu pasuje idealnie bo marcepan jest strasznie słodki, a razem to smakuje przecudownie <3

        1. Ooooo tak jeszcze nie jadłam, w ogóle nie jadłam nigdy chlebka marcepanowego (co to w ogóle jest?!). Ale to prawda, że gorzka czekolada najlepiej sprawdza się w takich przełamaniach – ja lubię ją rozpuszczać, a potem polewać sobie bardzo słodkie owsianki.

          1. Aaaa myślałam że chodzi Ci o coś zupełnie innego – jakieś domowe ciasto, wypiek czy coś w tym stylu 😀 Takie chlebki to jadłam!

Dodaj komentarz