Czekolada Lindt Excellence Sea Salt (z solą morską)

Większość przepytanych przeze mnie osób porównuje smak gorzkiej czekolady do piachu, ziemi, ewentualnie zatykającej usta i przełyk masy. Częściowo się z nimi zgadzam, bo porównania są trafne, ale tą gorzkość mimo wszystko w dalszym ciągu lubię. Zwłaszcza gdy występuje w duecie z jakimś ciekawym dodatkiem. A musicie przyznać, że uzupełnienie jej solą morską, jak to dzieje się w przypadku czekolady Lindt Sea Salt, wydaje się bardzo oryginalnym i interesującym smakowo pomysłem.

 

Dostępność i cena

Testowanie rozpoczynamy od niezbyt przyjemnej informacji. Czekolady Lindt na ogół są dość drogie, ale tej udało się przebić wszystko. Za tabliczkę zapłaciłam 7,99 zł, co daje nam aż 79,90 zł / 1 kg! Gorzkich czekolad nie zjadamy jednak (przeważnie) w całości, dlatego na taką jedną „ekskluzywną” kosteczkę od czasu do czasu możemy sobie pozwolić. Portfel na tym specjalnie nie ucierpi, zwłaszcza jeśli ograniczymy ilości innych słodyczy. Naszym sylwetkom wyjdzie to tylko na dobre.

A gdzie można kupić czekoladę Lindt Sea Salt? By zapoznać się z jej nieszablonowym smakiem, najpierw trzeba się jej naszukać. Swoją dorwałam w Auchanie, a prawdopodobnie (według Internetów) jest też dostępna w Carrefourze, Tesco i kilku internetowych marketach. Jeżeli jednak smak okaże się tego wart, spokojnie można przejść się po nią trochę dalej – taki spacerek nikomu nie zaszkodzi. A motywacją może być nagroda w postaci kilku słodko-słonych kosteczek.

 

Skład

 

Od tak drogich produktów oczekujemy najwyżej jakości, a z nią w przypadku czekolad Lindt bywa niestety różnie – marka znana jest z zastępowania miazgi kakaowej, czyli najbardziej wartościowego składnika, tańszym i niezdrowym tłuszczem roślinnym. Tym razem producent nie przyoszczędził (na szczęście!) i do czekolady Lindt Sea Salt dodał prawdziwą miazgę kakaową. Jest jej jednak niewiele. Zaledwie 42%, podczas gdy najzdrowsze są czekolady zawierające od 70-100% kakao. Na to mogłabym jeszcze przymknąć oko, ale nie odpuszczę producentowi tego, że na pierwszym miejscu w składzie umieścił największego wroga naszej wagi – CUKIER. Uzupełniających to wszystko składników nie ma zbyt wiele. Za to minimalny plus.

 

Kaloryczność jest niemalże taka sama jak w przypadku wszystkich innych czekolad – 529 kcal / 100 g (cała tabliczka). Białka niewiele, ale to norma, tłuszczu tylko trochę więcej, dlatego taka czekoladka staje się głównie źródłem węglowodanów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że prawie w całości pochodzą one z CUKRU. Mamy go tutaj aż 48 g / 100 g produktu. To też oznacza, że czekolada Lindt Sea Salt niemalże w 50% składa się z samego cukru. Nieładnie, oj nieładnie.

 

Smak

 

Początkowo mam wrażenie, że jem zwykłą mleczną czekoladę. Smak jest niemalże identyczny, tyle że bardziej intensywny i skoncentrowany – taki jak w domowych murzynkach czy chociażby brownie. Po kilku sekundach i przebrnięciu przez kawałeczek gładkiej masy pierwsze drobinki soli zaczynają się ujawniać. Mają wręcz idealny rozmiar. Są na tyle duże, aby dało się je wyczuć, ale jednocześnie nie aż tak duże, by ich przegryzanie sprawiało nam trudność. Słodkość zdecydowanie tutaj dominuje. Nie jest jednak taka typowa, sztuczna i „chamska”, a bardzo, ale to bardzo przyjemna. Szczypta soli świetnie ją zresztą przełamuje. Delektuję się kolejnymi kostkami, popijając zieloną herbatę, która rozpuszcza czekoladową masę w moich ustach. Jestem teraz w siódmym niebie. Mój nastrój automatycznie skoczył do góry. Minus jest taki, że w ciągu pięciu minut udało mi się pochłonąć połowę czekolady Lindt Sea Salt… A dalej nie mam jej dość!

 

Dodam jeszcze, że udało mi się namówić do testowania mojego chłopaka – największego antyfana wszelakich „ciemnych” słodyczy. Podobnie jak w moim przypadku, na jednej kostce się nie skończyło. Sam stwierdził, że propozycja Lindta jest przepyszna i bliżej jej do typowej mlecznej czekolady aniżeli tej gorzkiej.

 

MOJA OCENA:

 

 

Gdybym miała oceniać sam smak, z czystym sumieniem przyznałabym maksymalną ilość punktów. Próbuję jednak zachować obiektywizm i z bólem serca odejmuję dwa bicepsy za cenę i skład. Jestem jednak tego zdania, że wszystko jest dla ludzi, dlatego taka jedna kostka nawet mocno przecukrzonej czekolady nie powinna zrujnować naszej diety. I to nawet jeśli pozwolimy sobie na nią codziennie (o ile zdołamy zatrzymać się na jednej kostce…).

 

5 thoughts on “Czekolada Lindt Excellence Sea Salt (z solą morską)

    1. No niestety tak zwykle jest. Ale przynajmniej ciężej później zjeść taką czekoladę na raz, pamiętając, ile się za nią zapłaciło 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *