Sos SFD Fitking Delicious Sauce (peanut butter choco)

Fitking Delicious Sauce (peanut butter choco)

Kontynuuję serię testów masochistycznych. Oczywiście trochę przesadzam, bo jednak poprzednia recenzowana przeze mnie wersja sosu Fitking Delicious Sauce o smaku czekoladowym nie była taka zła, z niskokalorycznymi sosami bywało już znacznie gorzej, tak więc istnieje nadzieja i dla wariantu Peanut Butter Choco. To połączenie „masła orzechowego i prawdziwej czekolady”, a obrazek na opakowaniu sugeruje, że ma być zbliżone do smaku popularnych czekoladek Reese’s. Łącznie macie do wyboru pięć różnych smaków tych sosów:

 

  • peanut butter choco
  • chocolate
  • creamy hazelnut
  • coconut
  • advocat

 

Dostępność i cena

Fitking Delicious to sosy marki SFD. Stacjonarnie kupicie je w jej punktach, lista TUTAJ, a przez Internet wariant peanut butter choco zamówicie na stronach:

 

Masa: 530 g. Cena SFD: 15,99 zł. Sosy zamówicie najtaniej właśnie w sklepie SFD albo w Strefie Supli. Tak jak pisałam ostatnio – mogą wydać się drogie, ale raczej tylko tym, którzy podobnych produktów nie jadają. Zamawiając produkty na stronie SFD możecie też skorzystać z kodu DOSTAWA79, zapewniającego darmową dostawę na zakupy za min. 79 zł.

 

Skład

Fitking Delicious Sauce (peanut butter choco) - skład

 

BEZ DODATKU CUKRU

SŁODZONY ERYTRYTOLEM – ZDROWYM ZAMIENNIKIEM CUKRU

BEZ ASPARTAMU

 

Nie ma sensu raz jeszcze analizować wszystkich poszczególnych składników. Jedyna różnica między wersją CHOCOLATE a PEANUT BUTTER CHOCO jest tylko taka, że w tej drugiej pojawia się dodatek pasty z orzechów ziemnych na czwartym miejscu w składzie. O właściwościach/szkodliwości wszystkich pozostałych związków możecie poczytać w recenzji czekolady, przechodząc do akapitu ze składem → TUTAJ.  Takie sosy na pierwszy rzut oka mogą przerażać, bo skoro prawie nie mają kalorii, no to jakoś trzeba nadać im konkretny smak czy aromat, jednakże przy głębszej analizie wychodzi na to, że szkodliwe nie są, jeżeli ma się oczywiście umiar w jedzeniu przetworzonych rzeczy.

 

Czy sosy zero kalorii są zdrowe?

W przypadku Fit Delicious nie mówimy może tak do końca o sosach zero, bo jakieś kalorie one mają, ale i tak zaliczyłabym je do tej samej grupy produktów, bo składowo przypominają właśnie typowe sosy zero. Jeść czy nie jeść? To – jak zawsze – zależy.

Jeżeli wasza dieta opiera się w dużej mierze na różnego rodzaju przetworzonych produktach i gotowcach (mówię tu nawet o tych „fit”), no to totalnie nie ma to sensu, by wprowadzać do niej jeszcze taki sosik, bo już lepsze będzie zwykłe masło orzechowe wymieszane z niewielką ilością wrzątku (świetne jako polewa – polecam!) albo nawet masło niskotłuszczowe. Jeśli jednak na co dzień odżywiacie się zdrowo, to nic nie stoi na przeszkodzie, a nawet jest wręcz wskazane, by od czasu do czasu urozmaicać sobie posiłki chociażby właśnie takimi sosami. To dobry patent na redukcję, bo jednak kalorii prawie tu nie ma, a danie można szybko zmodyfikować i dosłodzić bez konsekwencji dla przebiegu redukcji. Sosem można polać nawet zwykły serek wiejski czy twaróg. Już będzie słodziej, ciekawiej i możliwe że też smaczniej, choć to się akurat jeszcze okaże.

 

Wartości odżywcze

Przy smaku chocolate zaznaczałam chyba na wstępie, że nie chcę umieszczać różnych smaków sosów w jednej recenzji, bo jednak różnią się one nie tylko składem, ale też i makrosami. Sami zresztą popatrzcie. Poniżej wstawiam tabelę porównującą wartości odżywcze czekolady do wersji „reese’s'.

 

Peanut Butter Choco vs Chocolate – porównanie wartości odżywczych

Wartość odżywcza w 100 gPEANUT BUTTER CHOCOCHOCOLATE
Wartość energetyczna44 kcal23 kcal
Tłuszcz2,2 g<0,5 g
w tym kwasy tłuszczowe nasycone0,3 g0,2 g
Węglowodany16 g15 g
w tym cukry<0,5 g<0,5 g
w tym poliole11 g11 g
Błonnik1 g1,1 g
Białko1,3 g0,6 g
Sól0,25 g0,23 g

 

Na pierwszy rzut oka makro czekolady niby lepsze, ale gdy już spojrzymy na kaloryczność obu sosów, różnice przestają mieć znaczenie. Ja na porcję owsianki/omleta zużywam ok. 50 g sosu. W przypadku Peanut Butter Choco 50 g daje 22 kcal, w przypadku Chocolate – 11,5 kcal. Ale nawet te 20 kcal to tyle co nic. Naprawdę aż takimi niuansami przejmować się nie trzeba, nawet jeśli jest się na diecie i liczy się kalorie. Nikomu zresztą nie polecam wyliczać każdej jednej kalorii z plasterka sałaty czy kawałeczka ogórka, bo takie zachowanie prędzej doprowadzi do ortoreksji niżeli stałej utraty wagi. Zawsze warto też uczyć się jedzenia intuicyjnego. Początkowo liczenie kalorii ma oczywiście sens, bo pomaga chociażby w zapoznaniu się z ogólnymi wartościami różnych produktów i zobaczeniu, jakie porcje jedzenia są dla człowieka ok, ale z czasem należy dać sobie z nim spokój. Raczej nikt nie będzie liczyć kalorii do końca swojego życia.

 

Smak

Ryż z mango i sosem FITKING DELICIOUS SFD o smaku reese's

 

Tak jak i w czekoladzie tu też olbrzymim plusem jest konsystencja. Na pewno nie przypomina ona typowych dla sosów zero wodnistych brei, bo jest dość gęsta, nieco galaretowata, trochę oczywiście wodnista, ale bez przegięć. Od razu zaznaczam, że jak już kupicie jakikolwiek sos Fitking Delicious, to pamiętajcie, by koniecznie mocno wstrząsnąć go przed użyciem. Konsystencja będzie wtedy znacznie lepsza.

 

Oczywiście sosu spróbowałam sobie po raz pierwszy znacznie wcześniej, przed rozpoczęciem pisania tej recenzji i w sumie dobrze, że tak się stało, bo na przestrzeni czasu moja opinia na jego temat nieco się zmieniła. Początkowo w ogóle mi nie podpasował. Czekolada wydała mi się znacznie lepsza, a Peanut Butter Choco – zbyt chamski, sztuczny i ostro-gorzki. Rzeczywiście ma on bardzo intensywny gorzki posmak, który cały czas występuje gdzieś w tle, a czasami przechodzi nawet na pierwszy plan, jednakże z czasem albo do niego przywykłam, albo przestałam zwracać na niego uwagę. Sos nie jest jakoś szczególnie zbliżony do smaku reese’s. Mimo tego smak jest OK – lekko karmelowy, lekko orzechowy, odpowiednio słodki. Postawiłabym go na tej samej półce co czekoladę. Jest po prostu w porządku.

 

A jak Peanut Butter Choco wypadł w praktyce? Dokładnie tak jak czekolada. Niby ok, ale po dodaniu do czegokolwiek wyrazistość zanika. Sos obronił się bardziej w ryżujedynie  z mango (ze zdjęcia), gdzie samo danie było po prostu mało wyraziste. Nie bez powodu na zdjęciu widzicie też kawę, bo i do kawy próbowałam go dodawać, ale to był raczej głupi pomysł, bo choć kawę oczywiście wypiłam, to nie smakowała ona jak słodki, ale zarazem smaczny ulepek z kawiarni – zwykła z mlekiem byłaby dużo smaczniejsza. Czyli znowu wyszło tak przeciętnie. Niby jest ok, ale dalej nic specjalnego. Wciąż nie widzę zbyt dużego sensu w używaniu tych fit sosów i na jakiś czas mam ich zdecydowanie dość.

 

MOJA OCENA:

Wciąż zachwytu brak i wciąż usiłuję zrozumieć wielki sukces serii Fitking Delicious. Podejrzewam, że stoi za nim jednak głównie inteligentnie prowadzony marketing, oparty głównie na Instagramie. A może to ja się po prostu nie znam. Może te sosy rzeczywiście są F**KING DELICIOUS, a ja mam po prostu spaczone kubki smakowe, niczego nie wykluczam. Dajcie znać, co wy o tym wszystkim sądzicie.

 

Info o nowej recenzji zawsze znajdziecie na moim Instagramie!

 

2 myśli na temat “Fitking Delicious Sauce (peanut butter choco)

  1. Przereklamowana kwestia. Miałam okazje próbować wersji koko na waflu ryzowym, mega średnie:/ Ledwo kokos czuć, i tak jak mowisz: na czyms bezpłciowym w smaku sos sie broni( w miarę, czyli wygrywa walkę ale wojna raczej przegrana). Wychodzę z założenia że lepiej zjesc mniej, a smaczniej. Genialne są kremy nutlove i nutwhey w wersji kokosowej, niewiele potrzeba a całość dania które potraktuje się tym kremem- nabiera wyrazu i jakby ”przesiąka” kokosowością ( innych smaków nie testowałam, podobno pistacja rozwala jeszcze :D). Od fit sosów trzymam się z daleka po wtopie z Fitking koko i wersji karmelowej od kfd ( była znośnia ale liczyłam na smakowy orgazm, a dostałam jedwo zabarwiony smakiem płyn, ogolnie ultra kiszka:/).

    1. Tylko utwierdzasz mnie w przekonaniu, że dobra sława sosów to po prostu kwestia dobrego marketingu. Ale tymi Nutlove i Nutwhey to mnie zaintrygowałaś. Jakoś się przed nimi wzbraniałam, chyba właśnie z uwagi na moje złe doświadczenia z całą marką SFD, ale skoro poleca je ktoś, komu za to nie płacą, no to może rzeczywiście warto? 😉 Przy następnym zamówieniu kupię i sprawdzę.

Dodaj komentarz