Proteinella HealthyCo - krem czekoladowy z orzechami laskowymi bez cukru

Proteinella HealthyCo – krem orzechowy

Nareszcie! Nareszcie ktoś stworzył produkt moich marzeń (choć zaczęłam o nim marzyć dopiero w momencie, gdy zobaczyłam go w jednej z gazetek promocyjnych). Bo czy można wyobrazić sobie coś lepszego od proteinowej Nutelli z prawdopodobnie dobrym składem? No nie można. Już jeden krem orzechowo-czekoladowy, tyle że bardziej przypominający zwykłe masło orzechowego, miałam okazję testować i otrzymał on ode mnie najwyższą notę – póki co to jedyny produkt z sześcioma bickami na blogu. Może więc HealthyCo Proteinella zdoła mu dorównać? A może nawet go pokonać?

 

Dostępność i cena

W pewnym stopniu Proteinella HealthyCo jest nowością na polskim rynku. Bodajże od dwóch tygodni można kupić ją stacjonarnie w Lidlu, ale wyczytałam, że bywała też dostępna w Aldi i sklepie internetowym Guiltfree. Bardzo żałuję tylko, że Lidl poszedł w bezpiecznym kierunku i wprowadził do oferty wyłącznie jedną wersję kremu – klasyczną, czekoladową. Bo wiecie, co można dostać za granicą? Proteinellę o smaku białej czekolady. A to już byłby istny ogień!

 

Lidlowska cena kremu wypada całkiem nieźle – 9,99 zł za sztukę. Choć w pewnym sensie dałam się na nią trochę naciąć, bo gdy zobaczyłam ten produkt w gazetce, jakoś tak sobie od razu założyłam, że będzie mieć on gramaturę standardowego masła orzechowego. Widząc te malutkie słoiczki na półce, trochę się rozczarowałam, bo to jednak zaledwie 200 g kremu. No ale nic. W Aldi i Guiltfree był jeszcze droższy, więc może nawet jest się z czego cieszyć.

 

Skład

Proteinella HealthyCo - krem czekoladowy z orzechami laskowymi bez cukru - skład i tabela wartości odżywczych

 

Zawsze, ale to zawsze w przypadku dobrego składu producent chwali się nim już na przedniej części opakowania. Jak dla mnie to spoko. Przynajmniej od razu wiemy mniej więcej, z czym mamy do czynienia. A w przypadku Proteinelli najważniejsze atuty to:

 

  • brak oleju palmowego
  • dodatek protein
  • bez dodatku cukru (zawiera naturalnie występujące cukru)

 

Wszystkie składniki są jak najbardziej w porządku. Bardziej szczegółowego omówienia wymagają wyłącznie dwa z nich – maltitole i koncentrat białka. Maltitol zastępuje nam oczywiście cukier. To naturalny słodzik, który zawiera aż o połowę mniej kalorii niż cukier, dlatego na diecie jest jak najbardziej wskazany (tak jak erytrytol czy ksylitol). Co prawda może wywoływać pewne skutki uboczne (biegunki i gazy), ale tylko przy nadmiernym spożyciu, czyli przekroczeniu dziennej zalecanej dawki 50 g. Dodatkową porcję protein zapewnia klasyczny koncentrat białka serwatkowego. Jakościowo lepiej wypadają izolaty, bo zawierają więcej białka i mniej węglowodanów oraz tłuszczów, a do tego są szybciej i wydajniej wchłaniane przez organizm (doskonale sprawdzają się zaraz po treningu), ale te wszystkie ich zalety związane są też z wyższą ceną. Zamieniając koncentrat na izolat, cena Proteinelli wzrosłaby przynajmniej o te kilka złotych. A serwatka też jest ok – absolutnie nie mówię, że nie. Zwłaszcza jeśli nie trenujemy zawodowo.

 

Kaloryczność też do mnie przemawia. Proteinella nie jest może jakimś superdietetycznym produktem, ale gdy porównamy ją do innych podobnych smarowideł, wypada całkiem całkiem. W 100 g zawiera 500 kcal. To o 46 kcal mniej niż w Nutelli i aż o 126 kcal mniej niż w kremie orzechowo-kakaowym NaturAvena. Niestety – rozkład makro już nie powala. Na 100 g przypada 43,9 g węgli, 36,1g tłuszczu i marne 12,6 g protein.  Co prawda białka jest dwukrotnie więcej niżeli w samej Nutelli, ale też dwukrotnie mniej niż kremie NaturAvena. A skoro nazwa sama podpowiada nam, że powinien być to produkt o wyższej zawartości protein, no to taki powinien być. Nie lubię strasznie nadużywania tego zwrotu. A ostatnio producenci używają go bez oporu i wszędzie…

 

Smak

Proteinella HealthyCo krem czekoladowy - wygląd produktu

 

No dobra. Nie będę Wam tu ściemniać. Tak naprawdę to moje drugie opakowanie Proteinelli. Gdy otwierałam to pierwsze, obiecywałam sobie, że zjem tylko jedną malutką łyżeczkę, ale skończyło się na tym, że wykończyłam całe opakowanie w kilka dni… Ale gdy coś pochłaniamy tak szybko, to po prostu MUSI być dobre.

 

No i takie jest! Krem konsystencją przypomina Nutellę, z tą różnicą (o ile dobrze pamiętam strukturę Nutelli), że jest bardziej zbity. A smak to poezja. Mocno czekoladowy, ale nie taki chamski czy sztuczny, a głęboki i aromatyczny. Mimo niskiej zawartości orzechów laskowych (10%) to właśnie one są bardzo mocno wyczuwalne – i w zapachu, i w smaku. Zdecydowanie wzbogacają doznania i sprawiają, że Proteinella przestaje być zwykłą czekoladą do smarowania, a powiedziałabym, że staje się czymś bardziej wykwintnym. Przede wszystkim jednak wyróżnia się IDEALNYM poziomem słodkości. Nie jest tak słodka jak Nutella, no i podejrzewam, że właśnie przez to bez problemu można wykończyć ją na raz. Idealnie sprawdzi się w słono-słodkich połączeniach, ale też jako przełamanie dla mocno cukrowych deserów. Powiedziałabym, że jest lepsza od kremu NaturAvena. Dla mnie nawet lepsza od samej Nutelli!

 

MOJA OCENA:

Proteinella skład ma dobry, ale makro już średniawe. To taki produkt alternatywny dla Nutelli, choć mimo wszystko mniej wartościowy od klasycznego masła orzechowego. Baaardzo chciałabym przyznać jej najwyższą notę za sam smak, ale muszę odjąć chociaż te pół bicepsa. Już nawet nie chodzi o to makro. Nie wszystko musi być przecież wysokobiałkowe. Chodzi mi o bezsensowne użycie protein w nazwie, czyli tani chwyt marketingowy.

8 myśli na temat “Proteinella HealthyCo – krem orzechowy

  1. Jeżeli jest bardziej gesta od nutelli i mniej slodka… To na pewno nie zastąpi mi mojej ukochanej nutelli 😀 no i ja jakoś nie ufam slodzikom. Raz na jakis czas owszem, ale zeby regularnie kupowac? Już wolę Nutellę ze zwykłym cukrem 🙂 no i tez mnie wkurzają te niby proteinowe produkty które białka mają tyle, co proteinowe Riso… Śmiech na sali.

    1. Tak szczerze, to ja za Nutellą nie przepadam i wolałam nawet te wyroby czekoladopodobne, więc może to dlatego. 😀 A też słodzik słodzikowi nierówny. Maltitol jest jak najbardziej OK i cieszę się, że zastosowali właśnie go, a nie jak zwykle aspartam.

        1. Nie dziwię się, jak większość! Moje smaki bywają jednak dość nietypowe i często lubię jeść nawet te rzeczy, które nie w pełni mi smakują. Jakkolwiek dziwnie to brzmi :O

Dodaj komentarz