Mister Choc Protein Creme (biała czekolada)
Inne,  Testy

Mister Choc Protein Creme (biała czekolada)

Ostatnio testowałam Protein Creme Mister Choc o smaku kakaowo-orzechowym, dziś Protein Mister Choc o smaku białej czekolady. Pisałam Wam zresztą w tamtej recenzji, że jak tylko znajdę drugą wersję, to od razu ją kupię. Jestem serio przeszczęśliwa, że w końcu mi się to udało, bo należę do osób lubujących się w dosłownie wszystkich wyrobach białoczekoladowych, pomimo tego że biała czekolada czekoladą nie powinna być nawet nazywana.

 

W ogóle to chyba są jakieś dwie partie tego kremu, bo w poprzedniej wersji czekoladowej smak był napisany po angielsku, a tu już po polsku. Oczywiście różnicy nie robi to żadnej, więc tak tylko informuję.

 

Dostępność i cena

Tak jak Wam pisałam ostatnio, Mister Choc jest marką lidlowską, więc oba kremy Protein Creme, także ten z białą czekoladą, dostaniecie wyłącznie w Lidlu.

 

Cena też taka sama jak ostatnio. Waga produktu: 200 g. Cena: 8,99 zł. Nie jest to dużo, bo już np. taka białoczekoladowa Proteinella o identycznym składzie (różniącym się jedynie proporcjami składników) i zbliżonym makro kosztuje dwukrotnie więcej – ponad 22 zł za taką samą gramaturę.

 

Skład

Mister Choc Protein Creme (biała czekolada) - skład

 

Drobne różnice w składach tych dwóch różnych smaków są. A może i nie takie drobne. Pierwszą widać już w długości składów. Protein Creme biała czekolada ma zaledwie 7 składników (to bardzo mało jak na produkt przetworzony tego gatunku), podczas gdy w wersji kakaowo-orzechowej składników było 10. Różnica taka, że wersja czekoladowa zawierała dodatkowo orzechy laskowe i kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, czyli akurat dwa dość wartościowe elementy, który w białej czekoladzie niestety nie ma. Biała czekolada ma też mleko w proszku odtłuszczone zamiast słodkiej serwatki w proszku (z mleka). Czy robi to jakąś wielką różnicę? Mi absolutnie nie. Choć wersja kakaowa będzie oczywiście nieco bardziej wartościowa. Właśnie z uwagi na dodatek kakao i orzechów.

 

Ale tak jak zaznaczałam wam ostatnio, ja te wszystkie proteinowe kremy i w sumie to ogólnie większość proteinowych wyrobów uznaję za produkty bardziej rekreacyjne, stanowiące ok. 20% mojej codziennej diety. Wątpię, by ktokolwiek jadł je w innym celu niż dla smaku i ewentualnie dodatkowej porcji protein. Protein Creme to taki lepszy wybór od Nutelli i innych mocno sztucznych i przede wszystkim mocno dosładzanych (docukrzanych) smarowideł. Takie produkty mają przede wszystkim nie szkodzić, a w kremie o smaku białej czekolady z Lidla nie ma niczego takiego, co by specjalnie zaszkodzić mogło. Delikatnie razi mnie jedynie ten olej słonecznikowy, który akurat jest kiepskim źródłem tłuszczu, ale i tak to lepsza opcja od oleju palmowego. Krem ogólnie jest ok, o ile nie zje się go całego na raz. Wtedy no istnieje ryzyko dłuższego posiedzenia (wiadomo w jakim miejscu), bo przy przedawkowaniu maltitolu może wystąpić efekt przeczyszczający, o czym producent sam wspomina.

 

Wartości odżywcze

 

Wartość odżywcza w 100 gKrem proteinowy BIAŁA CZEKOLADA (100 g)
Wartość energetyczna530 kcal
Tłuszcz
w tym kwasy tłuszczowe nasycone
39,4 g
8,8 g
Węglowodany
w tym cukry
40,0 g
8,0 g
Białko16,4 g
Sól0,25 g

 

Wersja białoczekoladowa ma nieco więcej kalorii, tłuszczu i soli od wersji kakaowo-orzechowej, ale ma też odrobinę więcej białka. Znowu będę się teraz powtarzać, ale wspomnieć o tym muszę. Mimo iż nazwa sugeruje wyraźnie, że krem proteinowy będzie się wyróżniać wysoką zawartością protein, w rzeczywistości nie ma on zbyt wiele wspólnego z wyrobami proteinowymi. W połowie takiego opakowania (100 g) kryje się zaledwie 16,4 g białka, czyli tyle, ile w przeciętnym batonie proteinowym, a kalorii dwukrotnie więcej. Nie jest to więc produkt specjalnie dietetyczny. Nie jest to też nic naprawdę proteinowego. Zostaję przy zdaniu, że to po prostu lepsza wersja Nutelli.

 

Smak

Krem proteinowy Mister Choc Protein Creme (biała czekolada)

 

Miłość od pierwszego wejrzenia. Ja wiedziałam, że to będzie dobre. I jest. Smak naprawdę dobrej, idealnie słodkiej białej czekolady. Milki albo czegoś podobnego.  Forma gładkiego, fajnie zbitego kremu. Przy wersji czekoladowo-orzechowej tego nie zauważyłam, ale ta struktura kremu jest wręcz aksamitna. Rozpuszcza się w ustach, ale nie jest też za płynna.

Smak sam w sobie nie jest przesadzony, jak to z tymi słodkimi smarowidłami czasem bywa, dlatego też krem można jeść wprost do oporu, bo absolutnie nie zamula nawet po kilku łyżkach. Nałożony na chleb/wafla ryżowego trochę wręcz ginie i aż kusi, żeby wcisnąć go jeszcze więcej. No miał zachwycać i zachwyca. Ja przepadłam.

 

√ Akurat podczas testowania tego kremu byłam w domu rodzinnym, no i dałam go wszystkim na spróbowanie. Wszyscy pochwalili, mama powiedziała nawet, że przepyszny (ale ona ogólnie z czekolad akceptuje wyłącznie tę białą), nawet mój narzeczony bardzo pochwalił, a on zawsze wyczuwa, gdy coś jest proteinowe. No i zostawiłam ten kremik w domu, poszłam do znajomych, wróciłam i… na dnie została jakaś smutna resztka. Dla mnie to niedobrze, ale dla kremu dobrze. Wystarczający dowód na to, że naprawdę ciężko się od niego oderwać.

 

I dlatego dla mnie nie jest to krem, który można tak sobie trzymać w szafeczce i wyciągać od czasu do czasu – w poniedziałek na deser po śniadanku, w środę do obiadowych naleśników. U mnie wytrzymałby maksymalnie tydzień. A i tak musiałabym się wykazać bardzo silną silną wolą,  żeby nie zjeść go w ciągu dwóch, no góra trzech dni. Serio.

 

MOJA OCENA:

Ma być obiektywnie czy nie? Jeśli tak to powinnam dać pięć i pół bicepsa, odejmując połówkę za nieuzasadnione użycie określenia „proteinowy” w nazwie. A jeżeli nie muszę być obiektywna, to daję sześć. Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. No i niech tak będzie.

 

Jestem Ola, mam 25 lat i lubię jeść, ćwiczyć i pisać. Stąd pomysł na bloga. Połączenie różnych pasji dające w efekcie przede wszystkim recenzje "fit" i mniej "fit" produktów.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.