Monster Energy Ultra Blue (bez cukru)

Monster Energy Ultra Blue (bez cukru)

Z Monsterami łączy mnie dziwna relacja. Jak mogliście już parę razy przeczytać, raczej się z nimi nie lubię i nie pojmuję ich fenomenu, a mimo tego gdy natrafiam na nowe smaki serii bez cukru, zwykle i tak je kupuję… Nie szukam ich specjalnie. One zwykle same mnie znajdują. Tak też było z dzisiejszym smakiem, czyli wariantem Monster Ultra Blue – bez cukru i bez kalorii. A jeśli macie ochotę sprawdzić moje poprzednie recenzje Monsterków, no to zapraszam serdecznie:

  recenzja Monstera-klasyka (białego)

  recenzja Monstera Violet

 

Dostępność i cena

Monstera kupiłam w Żabce. Myślałam, że to jakaś nowość, jednak chyba nie do końca, bo przed chwilą przeczytałam, że w Żabkach był też dostępny jakiś rok temu, ale pewnie wycofali go z oferty, a teraz znowu przywrócili. Nigdzie indziej raczej go nie ma. Nawet online ciężko go dostać, bo sama znalazłam go wyłącznie na Allegro i to za porażającą cenę 19 zł. Lepiej więc kupować w Żabce albo nie kupować w ogóle.

 

Cena: 5,50 zł za 500 ml. Standard. Za Monstery w Żabce zwykle tyle trzeba właśnie dać. Tańsze są w Biedronce i np. Kauflandzie, ale tam tych nietypowych smaków raczej nie ma.

 

Skład

Monster Energy Ultra Blue (bez cukru) - skład i tabela wartości odżywczych

 

Wersja Blue składowo nie różni się specjalnie od innych Monsterów. A jako że wypowiadałam się już na ich temat, nie będę się powtarzać, więc znów zapraszam Was do powrotu do recenzji fioletowego Monstera. TU sprawdzicie, czy takie rzeczy warto/można w ogóle pić i czy są one bezpieczne dla zdrowia. Mówiąc pokrótce, energetyki od dawna dzielą społeczeństwo na tych, którzy stawiają je na równi z zagrażającą życiu trucizną i tych, którzy twierdzą, że jeden Monster na dzień to norma, a dzień bez energetyka dniem straconym. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Jeśli dieta ogólnie jest dobrze zbilansowana, uważam, że czasami spokojnie można włączyć do niej taki napój. Osobiście robię to baaaardzo rzadko i Wam też radzę uważać, bo słodkie energetyki jednak wciągają. Efekt wzmaga brak kalorii, który sugeruje, że jest to fajna przyjemność bez szkód dla sylwetki. Kiedyś dałam się w to wciągnąć i piłam takie cuda codziennie. Teraz sięgam po nie może raz/dwa razy na miesiąc.

 

Monster a kalorie

W sumie to jeszcze jedną rzecz chciałabym podkreślić, bo o to zawsze są pytania, gdy pojawia się temat napojów energetycznych. Czy Monster Ultra Blue naprawdę nie ma kalorii? Ano nie ma. Jeśli o to chodzi, spokojnie można zaufać producentowi (te 3 kcal na 100 ml to dawka dopuszczalna dla produktów uznawanych za bezkaloryczne). Brak kalorii wynika bowiem z zastąpienia cukru słodzikami. W tym przypadku: sukralozą, acesulfamem K i erytrytolem. A te nie mają negatywnego wpływu na sylwetkę, bo nie mają kalorii i – co również trzeba podkreślić! –  NIE POWODUJĄ WYRZUTU INSULINY. Brak wpływu wymienionych słodzików na produkcję insuliny wielokrotnie udowadniano w krótszych i dłuższych badaniach. Istnieją też oczywiście badania, które temu przeczą, ale jest ich naprawdę niewiele w stosunku do tamtych, a niektóre źródła podają, że przez to, jak były przeprowadzane, nie można mówić o ich rzetelności.

 

Wniosek? Monster Energy Blue to energetyk jak każdy inny. Dla dorosłej i zdrowej osoby, która nie przesadza z kofeiną, szkodliwy nie będzie, tak więc niech każdy sam sobie zdecyduje, czy chce go pić. Ja tam polecam wodę, kawę lub herbatkę, a Monsterka to ewentualnie w podróży lub przy wyjątkowych okazjach.

 

Smak

 

Nie powiem, żeby mi to jakoś strasznie smakowało, ale i tak – jak na razie – jest to najlepszy Monster, jakiego piłam w życiu. A to już coś. Aż jestem zaskoczona. I to całkiem pozytywnie.

 

Przede wszystkim nie jest tak słodki jak pozostałe. To dla mnie główny jego atut. Bo Monsterów nie lubię głównie dlatego, że są właśnie totalnie przesadzone pod względem słodkości i to w ten niepozytywny sposób, bo czuć w nich głównie sztuczne słodziki. Tutaj tej sztuczności nawet nie ma. Słodycz jest, ale jakaś lżejsza, przyjemniejsza i do przeżycia. Sam smak kojarzy mi się z bardziej orzeźwiającymi landrynkami. Robotę robi tu też kwaskowatość. Monster Ultra Blue jest mocno kwaśny, ale to dobrze, bo dzięki temu smak nie jest taki zamulający. Podsumowując – dla mnie jest ok, ale to dalej takie średnie ok. Monstery chyba mi po prostu nie leżą.

 

W gratisie dodam Wam recenzję mojego narzeczonego, który raczej wszędzie jest w stanie wyczuć słodziki. A tu stwierdził, że smak jest super (czyt.: „jest zajebisty”) i sam nigdy nie powiedziałby, że to wariant bez kalorii i bez zwykłego cukru.

 

MOJA OCENA:

bicepsbicepsbiceps

Doceniam progres. Naprawdę doceniam to, że wersja Blue w moim odczuciu wypada o niebo lepiej od białej i fioletowej. A że do tego dzisiaj mam niezły humor, no to niech będzie trójeczka. Monster Ultra Blue to właśnie taki średniaczek.

Dodaj komentarz