Monster Energy Ultra Violet (bez cukru)

Monster Energy Ultra Violet (bez cukru)

Już kiedyś, w recenzji białego Monstera, pokazałam swój stosunek do napojów energetycznych tej marki. A nie jest on zbyt przychylny. Monstery nigdy mi nie smakowały i nigdy nie rozumiałam ich fenomenu, co też było dla mnie dziwne, bo w końcu w „fit branży” uchodzą wręcz za ósmy cud świata. To po co ten test? Opcje są dwie. Albo Monster Energy Ultra Violet jakoś mnie do siebie przekona, albo utwierdzę się w swoim przekonaniu.

 

Dostępność i cena

Monster Energy Ultra Violet trafił do polskich Żabek i tam też można go kupić stacjonarnie. Bo przez Internet już od dawna dało się go złapać w sklepach Guiltfree, Bodypak i Frisco. A tak przy okazji jeszcze wspomnę o czymś, o czym pewnie fani Monsterów na pewno już dobrze wiedzą – w niektórych Żabkach pojawiły się jeszcze dwa nowe smaki: Ultra Blue (niebieski) i Ultra Paradise (zielony), oba oczywiście bez cukru i kalorii.

 

Cena z Żabki: 5,50 zł za 500 ml. Ciut drożej niż klasyczne Monstery, które kosztują zwykle 3,99 zł, ale wybaczam, bo w Żabce wszystko jest droższe. A bardzo często też można tam trafić na promocje i wtedy przy zakupie dwóch Monsterów jeden wychodzi właśnie za 3,99 zł.

 

Skład

Monster Energy Ultra Violet (bez cukru) - skład

 

Nie mam ochoty rozpisywać się tu dziś na temat wszystkich poszczególnych składników, bo pewnie i tak wielokrotnie wspominałam o nich w różnych testach, zwłaszcza o substancjach słodzących (informacje o nich możecie sobie wyszukać, korzystając z tego małego plusika w prawym górnym rogu na blogu). Skupię się jednak na samych energetykach. A jest o czym pisać, bo to wciąż gorący temat. Zawsze konstrowersyjny.

 

Napoje energetyczne nie są zdrowe. Ale też nie taka jest ich rola. Nie ma w nich żadnych takich wartości odżywczych, dla jakich warto by było po nie sięgać, ale – nie oszukujmy się – w dzisiejszych czasach prawie każdy to robi i o ile dzieje się to sporadycznie, nie ma w tym nic złego. A mówiąc sporadycznie, mam tu na myśli jakiegoś jednego, maksymalnie dwa energetyki na tydzień. Tak naprawdę im rzadziej, tym lepiej. Na co dzień lepiej pobudzać się zwykła kawą, która oprócz kofeiny zawiera jeszcze mnóstwo innych bioaktywnych związków o potwierdzonym działaniu prozdrowotnym – ta mieszanka chroni przed chorobami serca, zmniejsza ryzyko insulinooporności i zapobiega chorobom neurodegradacyjnym, a jest to np. choroba Parkinsona czy Alzheimera.

 

Monster Energy Ultra Violet podobnie jak kawa zawiera kofeinę i na dodatek taurynę, czyli dwie substancje o silnie pobudzającym działaniu. Kofeina działa trochę mocniej. Blokuje receptory adenozyny, co sprawia, że w pewnym sensie organizm zapomina o tym, że jest zmęczony. Kofeina razem z tauryną pomagają szybciej się skoncentrować i dłużej utrzymać pełne skupienie, jak również ogólnie dodają energii i poprawiają samopoczucie, dlatego po takim Monsterze aż chce się iść na trening i coś robić. Ale nie wszystkim jest dane z tego korzystać. Istnieje pewna grupa osób, dla której takie napoje będą wyjątkowo szkodliwe. A nawet i zabójcze. O tym TRZEBA mówić.

 

Kto NIE powinien pić Monsterków?

 

Po pierwsze – dzieci. KATEGORYCZNIE. Jestem zdania, że napoje energetyczne powinny być sprzedawane od osiemnastego roku życia, bo coś tu jest nie tak, że coraz częściej nawet u młodych osób diagnozuje się choroby serca czy problemy z ciśnieniem. No halo. Raczej nikt nie spojrzy przychylnie na dziesięciolatka popijającego czarną kawkę w Starbucksie, ale już widok tego samego dziesięciolatka z puszką energetyka w dłoni praktycznie na nikim nie zrobi większego wrażenia. A powinno być odwrotnie. Dla dzieci lepsza jest już kawa, gdyż zawarta w niej kofeina ma nieco słabsze działanie i jest jej po prostu mniej niż w energetyku (zwłaszcza takim półlitrowym).

 

Monsterek nie będzie też niczym dobrym dla osób chorujących na nadciśnienie czy mających problemy z sercem. Z uwagi na wysoką zawartość kofeiny może wyraźnie podnosić ciśnienie krwi. A kofeiny jest w nim sporo. Jedna puszka Monster Energy Ultra Violet może dostarczać ok. 180 g kofeiny, podczas gdy średnia filiżanka kawy zawiera jej dwukrotnie mniej. Maksymalną dawką dla zdrowego człowieka jest 400 mg kofeiny na dobę. Wystarczy więc wypić dwie puszki Monstera i butelkę Coca-Coli, by już ją przekroczyć.

 

Na sam koniec, tak już w ramach ciekawostki, dodam jeszcze, że kofeina będzie bardzo szkodliwa w przypadku zaburzeń genu CYP1A2. Jest to bowiem gen odpowiadający za jej metabolizm. W przypadku jego uszkodzenia po wypiciu napoju z kofeiną może dojść od razu do licznych skutków ubocznych: kołatania serca, nerwowości i drażliwości, napadów lęku i podwyższonego ciśnienia. Jeśli tak reagujecie na kawę, colę czy energetyki, radziłabym całkowicie zrezygnować z tych napojów. Możecie też wykonać sobie badanie na metabolizm kofeiny. Koszt to jakieś 200-400 zł.

 

Smak

Monster Energy Ultra Violet (bez cukru) - wygląd napoju

 

Zdania nie zmieniam. Dalej uważam, że Monstery to jedne z gorszych energetyków na rynku i dalej nie rozumiem, co takiego wszyscy w nich widzą.

 

Fiolet jest tak samo przesłodzony jak ten biały. Chamsko i sztucznie przesłodzony, jak gdyby komuś przez przypadek sypnęło się trochę za dużo różnych słodzików. W sumie to aż mnie to dziwi. Przywykłam do smaku przeróżnych słodzików (może prócz stevii, jej nie przeżyję), ale tego smaku nie potrafię zdzierżyć i sama nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, bo Coca-Colę czy inne napoje typu ZERO uważam nawet za lepsze w smaku od tych z dodatkiem cukru. W Monsterze posmak słodzików jest dla mnie nie do przejścia. Tak ogólnie prócz słodyczy niczego więcej tu nie wyczuwam. Muszę się naprawdę mocno skupić, żeby dostrzec coś innego.

 

No to coś jeszcze? Smakowo Monster Energy Ultra Violet przypomina mi starodawne oranżadki w proszku, a nawet i Helenę (ale za nią też nigdy nie przepadałam). Podobnie musuje i jest też delikatnie kwaśny, co akurat wypada na plus. Żeby nie było aż tak nieprzyjemnie to mogę śmiało powiedzieć, że mimo wszystko fiolet jak dla mnie zdecydowanie wygrywa z białym. Pewnie to zasługa większego kwasku, który sprawia, że jakoś da się to wypić. Choć jak dla mnie – wciąż bez przyjemności.

 

MOJA OCENA:

bicepsbiceps 

Ten jeden dodatkowy biceps to tylko dlatego, że białemu Monsterowi dałam półtora, a fiolet jest jednak delikatnie bardziej znośny. I tyle. Monstery wciąż mnie nie przekonują i chyba nigdy się to nie zmieni.

Dodaj komentarz