Praliny RED Delight (z nadzieniem kokosowym)

Praliny RED Delight (z nadzieniem kokosowym)

Zwykle do paczek świątecznych trafiają „zwykłe słodycze”, a tu w tym roku moja rodzina naprawdę mnie zaskoczyła, zastępując je czekoladą RED Delight. Ja natomiast jeden prezent uzupełniłam czymś (chyba) jeszcze ciekawszym. A są to praliny RED Delight. Tym razem na szczęście nie gorzkie, bo mleczne z nadzieniem kokosowym.

 

Dostępność i cena

Praliny RED dostaniecie stacjonarnie w Auchanie i Kauflandzie, a przez Internet w sklepie Guiltfree (tyle że tam nie ma w tym momencie wersji kokosowej). Ja akurat kupowałam je w Auchanie, ale w sumie to żałuję, bo w Kauflandzie były tańsze. Także jak coś polecam szukać ich w Kaufie.

 

Niestety znowu nie mam dla Was dokładnej ceny, bo znowu wyrzuciłam ten durny paragon, ale pamiętam, że w Auchanie praliny kosztowały mnie ponad 20 zł (chyba 21), a w Kauflandzie były za ok. 16 zł. Różnica jest spora. Ale cena w obu przypadkach pozostaje kiepska. W opakowaniu jest 12 pralin, czyli za jedną w pierwszym przypadku trzeba dać jakieś 1,75 zł – równowartość zwykłego batonika. No sporo.

 

Skład

Praliny RED Delight (z nadzieniem kokosowym) - skład

 

W pralinach RED Delight skład jest już nieco dłuższy niż w czekoladzie RED i niestety gorszy. Bo też im więcej mamy składników, tym większe prawdopodobieństwo, że któryś z nich okaże się niekorzystny dla naszego organizmu.

 

Najbardziej przeraził mnie jednak dodatek bardzo niefajnych tłuszczy. A przede wszystkim TŁUSZCZ PALMOWY.  No nie rozumiem, dlaczego producenci dalej go dodają, skoro panuje na niego ogromna nagonka. O ile sama należę do grona osób niebojących się tłuszczu, tak jednak utwardzone tłuszcze roślinne (występujące w słodyczach) bez dwóch zdań nie są dobre dla zdrowia, gdyż zawierają tłuszcze trans, które mogą m.in. zatykać tętnice, podnosić poziom cholesterolu LDL, wpływać źle na pracę serca, a w końcowym wypadku nawet doprowadzić do udaru mózgu lub zawału. No ale tłuszcz palmowy jest tani, dlatego fajnie wykorzystuje się go w przemyśle spożywczym. Szkoda, że cierpią na tym konsumenci.

 

Plus przynajmniej taki, że w składzie nie ma cukru. Zamiast niego mamy jednak tak dużą ilość różnych słodzików, że po zjedzeniu całego opakowania bombonierki niebezpiecznie wzrasta ryzyko dłuższego posiedzenia na toalecie. Producent zresztą sam o tym wspomina: „spożycie w nadmiernych ilościach może mieć efekt przeczyszczający„.

 

Także skład średniawy, ale są inne plusy. Na opakowaniu też oczywiście o nich wspomniano:

 

„Zawiera naturalnie występujące cukry. 35% mniej kalorii i 33% mniej tłuszczu w porównaniu z pralinami czekoladowymi z nadzieniem kremowym.”

 

A jest to na pewno zaleta. Na 100 g przypada: 28 g tłuszczu, 48 g węglowodanów, 10 g cukru, 6,9 g białka. Podczas gdy jedna pralinka mleczna Lindta dostarcza 78 kcal, tak jedna pralinka RED zawiera już 43 kcal. Jest to zatem taki mniejszy grzeszek. Dla osób liczących kalorie jak znalazł.

 

Smak

Praliny RED Delight (z nadzieniem kokosowym) - wygląd czekoladek

 

Nie jestem jednak w stanie w stu procentach odtworzyć Wam smaku, ale dzięki temu, że praliny RED były dodatkiem do wigilijnego prezentu, mogło ich spróbować więcej osób. Ja sama sądzę, że były naprawdę ok.

 

Bardzo możliwe jednak, że mój smak jest nieco inny, bo jestem przyzwyczajona do batonów proteinowych, słodzików i tego typu rzeczy, dlatego moje odczucia mogą nie być obiektywne. Praliny RED przypominały mi w sumie zwykłe czekoladki. Smakiem zbliżały się do Bounty. Najlepsze było w nich samo wnętrze: kremowe, delikatnie kokosowe i rozpływające się w ustach, ale już w samej otoczce dostrzegłam ten sam mankament, co w czekoladzie – niestety ale czuć w niej pikantność słodzików. Mimo tego jakoś tak się wciągnęłam, że w sumie to sama zjadłam większość pralin. Ja takie rzeczy po prostu lubię. Ale nie jest to coś na miarę czerwonych pralin Lindta. ZDECYDOWANIE nie.

 

Reszta rodziny może nie była aż tak entuzjastyczna, ale ku mojemu zdziwieniu większości praliny też smakowały. Według mojego taty i narzeczonego zasłużyły nawet na 5 bicepsów za smak! Większe zastrzeżenia miała ciocia (największa miłośniczka czekolady i czekoladowych słodyczy), która od razu wyłapała ostry posmak słodzików i ograniczyła się do jednej praliny, co raczej się u niej nie zdarza. No jej czekoladki nie podeszły. Reszta rodziny miała neutralne zdanie na ich temat.

 

MOJA OCENA:

Cena wysoka, skład raczej kiepski, makro w miarę, a smak umiarkowanie dobry. Mimo wszystko uważam, że to fajnie, że coś takiego jak praliny RED Delight znalazło się w zwykłych stacjonarnych marketach. Sama byłabym bardzo zadowolona, gdybym dostała je w prezencie. Dla miłośników „fit” produktów będą jak znalazł. I stąd ta ocena. Pralinom daleko do ideału, ale na pewno są ciekawym wyrobem, który być może zainspiruje innych do tworzenia zdrowszych bombonierek i czekoladek.

2 myśli na temat “Praliny RED Delight (z nadzieniem kokosowym)

Dodaj komentarz