Tahini jasne active, Primavika

Nigdy wcześniej nie jadłam pasty tahini (no jedynie w formie hummusu), dlatego tak sobie ostatnio zamarzyłam, żeby w końcu ją wypróbować. Chciałam kupić wersję klasyczną, ale oczywiście wyszłam ze sklepu z czymś zupełnie innym. Tahini jasne active Primaviki jakoś bardziej pasuje mi do mocnego żarcia. Dlaczego? No bo – oczywiście – zostało wzbogacone białkiem.

 

Dostępność i cena

Od razu mam dla Was małą radę. Jeśli jak ja lubicie te wszystkie „FIT” wynalazki – ciasteczka, batoniki, słone przekąski i inne pierdoły – zachęcam do regularnego zaglądania do Rossmanna. Praktycznie zawsze znajduję w nim jakieś nowe produkty z tej kategorii. Nie inaczej było teraz – Tahini jasne active kupiłam stacjonarnie w Rossmannie. Dostaniecie je też w kilku sklepach internetowych ze zdrową żywnością. Stacjonarnie chyba nigdzie indziej.

 

A cena – jak to przy takich produktach zwykle bywa – jest trochu wysoka. 460 g opakowanie = 19,99 zł. Prawie dwa razy więcej od większości maseł orzechowych. No cóż. Od czasu do czasu zaszaleć można.

 

Skład

 

Składniki są tylko trzy. Po 1 – sezam, czyli idealne źródło wapnia (dla kości/zębów), fitoestrogenów i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Więcej w nim jednak kwasów omega-6 niż omega-3, więc jeśli wyjadacie go na kilogramy, zadbajcie o suplementację drugiego związku. Dodatkowa informacja jest taka, że od sezamu można wypięknieć. Zawiera on 2 magiczne przeciwutleniacze. Zwalczają one wolne rodniki = skóra jest gładka i piękna, ciało sprawne, a włosy lśniące (przynajmniej w teorii).

 

Po 2 – koncentrat białka serwatkowego, czyli główny składnik większości produktów białkowych. W tych droższych czasem pojawia się izolat. Ale – jak Wam już kilkukrotnie pisałam – izolat też jest spoko.

 

Po 3 – ksylitol, czyli substancja słodząca. Prawie dwukrotnie mniej kaloryczny od zwykłego cukru, a przy niewielkim spożyciu zupełnie nieszkodliwy. W większych dawkach może wywoływać problemy z układem pokarmowym. Ale ogólnie też jest spoko.

 

Na pierwszy rzut oka makro jest podobne jak w większości maseł orzechowych. Kaloryczność prawie taka sama (578 kcal / 100 g), ilość tłuszczu też zbliżona, tyle że mniej jest tutaj węglowodanów, a dzięki temu więcej białka. Proteiny wypełniają Tahini jasne active prawie w 1/3 (33 g / 100 g)! Pastą możemy zatem wygodnie podbijać ilość białka w potrawach. Lubię tego typu dodatki.

 

Smak

 

Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, dla mnie jest to po prostu takie masełko orzechowe, tyle że sezamowe. Bardzo przypomina mi klasyczne sezamki. Smakuje jak one, tyle że w wersji upłynnionej, i podobnie jak one jest bardzo, bardzo smaczne.  Ma leistą konsystencję, ale (o dziwo) utrzymuje się nawet na waflach ryżowych. Prawdziwy cud. Bardzo mi się to podoba.

 

Sprawdziłam sobie wcześniej, z czym takie tahini można w ogóle jeść i najwięcej znalazłam propozycji na dania słone. Tu pojawił się mały problem. Jak dla mnie paście Tahini jasnej active bliżej do smaku słodkiego niżeli do wytrawnego. Może to kwestia dodatku białka? Tak czy owak – już samo smakuje dobrze, choć przy trzeciej łyżeczce zaczyna mdlić i robi się nieco gorzkawe. Na waflach jest bardzo ok, choć dodałabym do nich owoce/dżem/czekoladę, aby to wszystko osłodzić. Z omletami rewelka. Idealnie pasuje do kompozycji słodko-słonych.

 

Jeśli jesteście bardziej obeznani w gotowaniu, na pewno znajdziecie dla tej pasty wiele ciekawych zastosowań. Z chęcią przyjmę również rady. Bo mam dziwną obawę przed tym, by użyć tahini w daniu wytrawnym.

 

 

MOJA OCENA:

Tahini jest smaczne, ma fajne makro i w miarę akceptowalną cenę. Moim zdaniem to doskonały, sezamowy odpowiednik masła orzechowego. Na maksymalną notę nie zasłużył, ale na piąteczkę jak najbardziej.

 

4 myśli na temat “Tahini jasne active, Primavika

  1. Lubie sezam, ale głównie jako sezamki, chałwa czy posypka na chleb albo obwarzanki. Taka forma nie jest dla mnie, sama nie wiem czemu ale mi nie smakuje… No i ta cena! Chyba lepiej już samemu zmielić sezam na masełko 😉

    1. Na pewno lepiej samemu, ale jeszcze trzeba mieć w czym to zmielić (a jestem pewna, że mój blender by tego nie przeżył).
      Cena w sumie taka przeciętna, bo też takiej pasty używa się raczej jako „przyprawy”. W bardzo niewielkich ilościach, także może wystarczyć na długo. A przynajmniej tak się łudzę i zabijam głos swojego sumienia 😀

Dodaj komentarz