Zero Bar, Biotech (czekoladowo-bananowy)

Tylko te batony i batony. Niedługo Was nimi zanudzę, ale co ja poradzę na to, że za każdym razem, gdy tylko jestem gdzieś na zakupach, ZAWSZE wynajdę sobie jakiegoś rodzynka i MUSZĘ go kupić. Dzisiejszy produkt nie jest zresztą taki zwykły i wydaje mi się, że czegoś w tym stylu jeszcze na blogu nie było. To Zero Bar Biotech, czyli wyrób proteinowy, ale niezawierający cukru. Może więc chociaż raz skład białkowego batona będzie spoko.

 

Dostępność i cena

Sama jestem w szoku, ale tym razem przygotowałam dla Was produkt nie-z-dyskontu. Baton Zero Bar Biotech wyjątkowo kupiłam w sklepie GO Sport (głównie sprzedają tam ciuchy/buty/akcesoria sportowe, jednak znalazło się też miejsce na kilka półeczek z żywnością i suplementami). Batoniki zamówicie także przez Internet, ale gdy tak szukałam ich w sieci, wyskoczyła mi informacja, że teoretycznie można je znaleźć nawet w Carrefourze. Nie wiem, na ile jest to wiarygodne info, ale byłoby fajnie.

 

Drugie zaskoczenie to cena. Całe 6,99 zł – chyba dużo, co nie? No nie do końca, bo choć do tej pory wybierałam batony z pogranicza 3-5 zł (narzekając przy tym na te, które dochodziły do piątaka), to jednak tutaj kwota jest zrozumiała. W przypadku słodyczy marek zagranicznych, specjalizujących się w produkcji artykułów typowo sportowych (Biotech USA zdecydowanie należy do tego grona), cena artykułów ZAWSZE będzie wyższa. A Zero Bar Biotech wśród swoich kolegów z branży i tak nie wypada jakoś źle. Jest cenowym przeciętniakiem. A może i nawet taniakiem?

 

Skład

 

„Zero” w nazwie oznacza, że baton nie zawiera cukru, laktozy ani glutenu.

 

Na pierwszym miejscu w składzie zawiera za to mieszankę białkową z izolatem. Za to spory plus, bo izolaty są lepsze od serwatki, ale też i droższe, dlatego w tańszych proteinowcach raczej ich nie uświadczycie. Całkiem wysoko w składzie znajdują się również fruktooligosacharydy. Zero Bar Biotech po raz kolejny punktuje – to związki, które wpływają korzystnie na przemianę materii, mogą obniżać poziom cholesterolu i poprawiać odporność całego organizmu. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo dobrze. Ale! Wśród tych dobrych lub nieszkodzących związków pojawia się jeden złoczyńca – tłuszcz palmowy. Błąd niewybaczalny. Tłuszcz palmowy zawiera bowiem tłuszcze trans, które mogą wywoływać całą masę groźnych chorób (m.in. choroby serca, cukrzycę, depresję, a nawet nowotwory).

 

Gdyby nie ten nieszczęsny tłuszcz, skład byłby bardzo dobry. A jak wypada makro? Makro JEST już bardzo dobre. Zero Bar Biotech pod tym względem jest przykładem idealnego wręcz batona proteinowego. Zawiera aż 20 g białka, a tylko 7,5 g tłuszczy i 5,5 g węgli (w tym mniej niż 1 g cukru na całą porcję). O dziwo znalazło się nawet miejsce dla błonnika. Jak na taki proteinowy słodycz jest go całkiem dużo, bo aż 6 g.

 

Smak

 

Zacznijmy od struktury. Jest bardzo żujna, lekko chropowata, gdzieniegdzie przewijają się kawałki CZEGOŚ (prawdopodobnie jest to banan). Przypomina taką zwykłą gumę o mocnym, lekko chemicznym bananowym aromacie. Nie jest to szczyt moich marzeń, ale da się znieść. No i z plusów to by było na tyle…

 

Bo smak to po prostu jedna wielka tragedia. Jeszcze po pierwszym gryzie myślałam, że jakoś to będzie – delikatne kakao jakoś tam współgrało z mocnym posmakiem banana i naprawdę miałam nadzieję przyzwyczaić się do dziwnego posmaku. Ale nie dało się. Przy drugim kęsie zaczęła się już jazda i było tylko gorzej. Smak zaczął przypominać… mydliny. Napakowane chemią, bardzo gorzkie mydło. Przeokropne doznania wzmocniła tłusta powierzchnia batona.  Zero Bar Biotech aż lepił się do rąk. Tłuszcz był mocno wyczuwalny, więc ostatecznie uzyskałam smak lepkiego mydła o kakaowo-bananowym aromacie. A to dalej nie wszystko. Bo najgorszy był jednak posmak.

 

Chemiczno-tłusto-goryczkowaty aromat pozostawał w ustach po każdym kęsie. Robiło mi się od niego tak niedobrze, że musiałam zmuszać się do każdego kolejnego gryza. Wytrwałam do połowy i przerwałam te męki. Reszta batona trafiła do kosza. Gdybym chciała zjeść go do końca, prawdopodobnie bym rzygnęła. Mój chłopak też nie dał rady go dojeść.

 

MOJA OCENA:

Długo wahałam się nad tą oceną. Zazwyczaj przyznaję dodatkowe punkty za skład, nawet gdy smak pozostawia wiele do życzenia, ale tutaj niestety nie mogłam tego zrobić. No bo co mi po nawet najlepszych wartościach odżywczych i najwspanialszym makro, jeżeli nie jestem w stanie zjeść nawet kilku kawałeczków masy bez odruchów wymiotnych? No chyba nic. Stąd ta jedynka.

 

4 myśli na temat “Zero Bar, Biotech (czekoladowo-bananowy)

  1. Ojj, nie znoszę jak mi jakiś słodycz zalatuje mydłem. To już lepiej zjeść sobie kostkę twarogu, będzie więcej białka a smak dużo lepszy – nawet sam twaróg bez dodatków byłby smaczniejszy! 😀 a jakby do sera dodać rozgniecionego banana to juz w ogole byłoby mniam 🙂

    1. Chyba wszystko byłoby lepsze, może i nawet samo mydło 😀 Ale pierwszy raz spotkałam się z takim posmakiem. A wyczuwałaś coś podobnego w innych słodyczach?

Dodaj komentarz