Zupa Marokańska Pan Pomidor (z quinoą, batatem i kolendrą)

Słynne zupy Pana Pomidora kusiły mnie już od dawna. Pierwotnie miałam zamiar przetestować wersję klasyczną (oczywiście pomidorową!), ale Pani Marokańska tak ładnie uśmiechała się do mnie z półki, że nie mogłam jej się oprzeć i ostatecznie to właśnie ona wylądowała w moim koszyku. Od razu mnie zaciekawiła. Moje doświadczenie z kuchnią obcych krajów jest raczej minimalne. Do tej pory jadałam wyłącznie nasze tradycyjne polskie zupki: pomidorówki, ogórkowe, barszcze i jarzynówki. Marokańska wariacja tej płynnej potrawy wydaje się bardzo intrygująca. No ale nie cieszmy się na zapas.

 

Dostępność i cena

Jednego „bicka” mogłabym przyznać już za samą dostępność. Pan Pomidor Zupa Marokańska pojawia się niemalże we wszystkich najpopularniejszych marketach – Carrefourze, Tesco, Auchanie, Piotrze i Pawle, a często także we Fresh Markecie i Żabce. Gdy tylko najdzie nas na nią ochota, bez trudu kupimy ją tuż za rogiem. Za to spory plus! Minusem może być natomiast sama cena. Na Panią Marokańską wydałam w Tesco 7,99 zł. W niektórych sklepach jest ona nieco tańsza, zwłaszcza gdy korzystacie z promocji, ale te 6 zł trzeba na nią przeznaczyć. A w tej samej cenie możemy przecież kupić solidny talerz „normalnej” zupy w niemalże każdym punkcie gastronomicznym. We wrocławskim „Express Marche„, oferującym głównie jedzenie na wagę, porcję barszczu czy pomidorówki można dostać za mniej niż 5 zł. No ale za wygodę (możliwość zjedzenia ciepłego, gotowego posiłku w domu) trzeba jak zwykle dopłacić.

 

Skład

 

Skład to jest po prostu MAJSTERSZTYK. Pan Pomidor Zupa Marokańska udowadnia, że można stworzyć gotowy produkt z samych naturalnych składników. Nie uświadczycie tutaj nawet najmniejszej ilości chemii. Bazą zupki jest woda, której smaku nadają różnorodne warzywa (m.in. marchew, bataty, soczewica i ciecierzyca), przyprawy (głównie te egzotyczne), zioła (natka kolendry), odrobina tłuszczu (olej rzepakowy) i koncentrat pomidorowy. Mimo braku substancji konserwujących Pani Marokańska ma stosunkowo długi termin przydatności do spożycia. W przypadku mojego produktu wynosi on ponad miesiąc.

 

Rozkład makroskładników przeważa na korzyść węglowodanów. Głupotą byłoby jednak oczekiwać od warzywnego przecieru jakiejś większej dawki białka czy tłuszczu. Pani Marokańska proponuje nam w zamian przyjemną dawkę błonnika pokarmowego9,6 g / całe opakowanie. Brakuje tutaj jednak samych kalorii. Zjadając całą porcję, dostarczamy sobie zaledwie 180 kcal. Gdyby uzupełnić ją większą porcją ryżu lub makaronu, mógłby wyjść z tego całkiem porządny posiłek, ale nie o to przecież chodzi w gotowych produktach. Kupujemy je, by całkowicie zrezygnować z gotowania. A już dwie godziny po zjedzeniu tej zupki (bez żadnych dodatków) mój brzuch zaczął błagać o więcej…

 

Smak

 

Zupkę zdecydowałam się przygotować w garnku – możecie też podgrzać ją w kuchence mikrofalowej. Już podczas gotowania moje nozdrza zostały zaatakowane przez bardzo, ale to BARDZO intensywne aromaty przypraw. Nie powiem, że było to przyjemne doznanie. Lubię potrawy, które mocno pachną, jednak tutaj ten zapach był wręcz namolny i drażniący. Przyprawy korzenne w połączeniu z nutą pikanterii jak dla mnie w tej wersji wypadają kiepsko. Zapach to jednak jedno. Ważniejszy jest przecież smak!

 

Niestety, ale po raz kolejny mocno się rozczarowałam. Zupka wygląda kiepsko i podobnie też smakuje. Przypomina mi gęstą i mocno przetartą papkę, w której gdzieniegdzie natrafiam na maleńkie kawałeczki warzyw. Jakich? Nie mam zielonego pojęcia. Gdybym nie wiedziała, że mam do czynienia z Panią Marokańską, mogłabym pomyśleć, że jem jakąś dziwną pomidorówkę, którą ktoś postanowił doprawić solidną porcją imbiru i cynamonu. Mimo iż nut zapachowych i smakowych jest tutaj wiele i są one bardzo egotyczne, całość jest jakaś mdła i bez polotu. Ratunkiem są dla mnie kuleczki ciecierzycy. Gdyby było ich więcej, ta mdłość zostałaby przynajmniej czymś przełamana. Aby jednak krytyki nie było za wiele, mogę dodać, że zupa fantastycznie rozgrzewa. Już po kilku jej łyżkach czuję przyjemne ciepełko w żołądku. Na pewno znajdzie się wielu jej amatorów, którzy zwłaszcza teraz, w okresie zimowym, z chęcią po nią sięgną po powrocie z mroźnego dworu.

 

 

MOJA OCENA:

 

Nie jest to najlepsza zupa, jaką przyszło jeść mi w życiu. Ze względu na sam skład na pewno warto ją jednak wypróbować – jeżeli tylko podpasuje Wam jej smak, jedzcie ją na zdrowie! Nie zraziłam się natomiast do innych produktów Pana Pomidora, dlatego prędzej czy później na pewno po któryś z nich z przyjemnością sięgnę. Pani Marokańskiej na razie podziękuję.

 

Dodaj komentarz